Za przełamaniem 2 tygodnie temu 2-letniej linii trendu wzrostowego, utożsamianej z podstawą klina, nie poszła zdeterminowana podaż. W rezultacie nie nastąpiło zejście indeksu pod poziom szczytu hossy z kwietnia 2004 r. (z grubsza jest to 1850 pkt). Zamiast tego miniony tydzień pozostawił po sobie ślad w postaci niewielkiej doji położonej w dolnych partiach poprzedzającego ją korpusu.

To modelowe harami może budzić uzasadnione nadzieje na przedłużenie trendu bocznego zawartego w obrębie tygodniowego czarnego korpusu, czyli 1858-1931 pkt. Jednak fakt, że poprzedził je silny trendowy sygnał sprzedaży, sprawia, że układ ten ma niewielkie szanse na diametralną zmianę nastrojów i spowodowanie powrotu do szczytowych partii wykresu.

Żeby jednak powyższe się spełniło, indeks musi poradzić sobie z linią kilkutygodniowego trendu spadkowego. W piątek WIG20 podjął drugą próbę przejścia tej bariery. Podobnie jak czwartkowa nie powiodła się, ale popyt wyszedł z tej sesji umocniony. Uratowane zostało wsparcie na poziomie linii trendu wzrostowego łączącej lokalne dołki z ostatnich 7 miesięcy, samo zamknięcie zaś wypadło ponad średnią EMA-200. Pojawiła się prowzrostowa formacja młota.

W tej sytuacji zadanie, przed jakim stanął popyt na poniedziałkowej sesji, wydawało się ułatwione - co ciekawe pochodna na WIG20 już w piątek poradziła sobie z tą barierą. Niestety, inwestorzy nie doczekali się rozstrzygnięcia, a im dłużej trwała niepewność, tym silniej do głosu dochodziła podaż. W efekcie na wykresie pojawiła się następna konsolidacyjna świeca pozostająca pod linią trendu. Czy zostanie przełamana, czy indeks podejmie próbę przymknięcia luki przy 1906 pkt i w dalszej kolejności test okolic 1930 pkt?

Nadzieje na zmianę tendencji liczonej w horyzoncie kilkutygodniowym wydają się uzasadnione - poprawia się przebieg wskaźników szybkich ich śladem podążają oscylatory średnioterminowe. Co jednak, jeśli tak się nie stanie? Wówczas zniesienie "zimowej" hossy w całości (spadek do minimum z 24 stycznia na 1807 pkt) według teorii Fibonacciego mogłoby nastąpić szybciej, aniżeli się tego oczekuje.