Reklama

Polityka prorodzinna

Największy problem ma Samoobrona. Jej przewodniczący i odwieczny kandydat na wszystkie najważniejsze stanowiska w państwie, nie ma - o ile mi wiadomo - brata bliźniaka

Publikacja: 11.05.2005 08:43

Przy okazji któregoś z rządowych przesileń w pierwszej połowie lat 90. (było ich wtedy sporo) ówczesny prezydent Lech Wałęsa powiedział, że dla dobra Polski byłby w stanie zaakceptować nawet premiera... Wałęsę. Teoretycznie było to możliwe, bo nasza konstytucja nie zakazuje łączenia funkcji głowy państwa i szefa rządu. Ale Wałęsa prezydentem i Wałęsa premierem... Jakoś nie mieściło się nam to wtedy w głowach.

Dziś jest już zupełnie inaczej. Dziś nikogo nie dziwi, że prezydentem mógłby zostać Kaczyński, a premierem też Kaczyński.

Podobna konstrukcja jest nawet swego rodzaju wymogiem czasu. Daje gwarancję spójności politycznej, a Polacy lubią taką spójność. Przecież prezydent Kaczyński nie zrobiłby niczego, o czym nie wiedziałby premier Kaczyński (ta zasada może nie do końca sprawdziłaby się w przypadku prezydenta i premiera Wałęsy).

Polacy są też narodem wybitnie rodzinnym - potwierdzi to każdy socjolog. Nic więc dziwnego, że gdy tylko liderzy Prawa i Sprawiedliwości ujawnili plany obsady najważniejszych stanowisk w państwie, notowania PiS-u momentalnie skoczyły do góry i partia braci Kaczyńskich stała się liderem rankingów.

Trudno się dziwić, że w tej sytuacji i inne ugrupowania zdecydowały się pójść w ślady

Reklama
Reklama

PiS-u. Pierwsza była Liga Polskich Rodzin (nazwa zobowiązuje), która ogłosiła, że jej kandydatem na prezydenta będzie Giertych, a na premiera również Giertych. Teraz LPR czeka na wzrost notowań w sondażach.

Pomysł, w nieco zmodyfikowanej (lewicowej) wersji pojawił się również w szeregach SLD. Coraz więcej zwolenników zyskuje tu idea wystawienia w wyborach prezydenckich Adama Gierka.

Nieśmiałe przygotowania czyni też Platforma Obywatelska. Niedawno jej przewodniczący Donald Tusk ogłosił, że będzie się ubiegał o urząd prezydenta. Przy okazji po raz pierwszy pokazał się publicznie w towarzystwie żony, córki i syna. Tylko patrzeć, jak ogłosi, które z tej trójki - w razie wyborczego zwycięstwa PO - zostanie premierem.

Największy problem ma Samoobrona. Jej przewodniczący i odwieczny kandydat na wszystkie najważniejsze stanowiska w państwie, nie ma - o ile mi wiadomo - brata bliźniaka. Lepperowie dorobili się wprawdzie syna i córki, z których każde byłoby z pewnością znakomitym kandydatem na szafa rządu, gdyby tylko odziedziczyło choć cząstkę talentów taty. Jednak na razie progenitura przewodniczącego do polityki jakoś się nie garnie.

A Samoobrona nie może sobie pozwolić na to, aby mieć tylko jednego kandydata, podczas gdy wszyscy wokół mają po dwóch. I choć trudno sobie wyobrazić, aby z ramienia tej partii na jakiekolwiek wysokie stanowisko startował ktoś inny niż sam Andrzej Lepper, to jednak już niedługo tak się może stać. Na szczęście w szeregach Samoobrony są ludzie, którzy byliby w stanie sprostać nowemu wyzwaniu - stanowiskami prezydenta i premiera najsprawiedliwiej podzieliliby się małżonkowie Łyżwińscy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama