Komisja Europejska zastanawia się właśnie nad zaakceptowaniem umiejętności i certyfikatów zawodowych pracowników z wszystkich krajów członkowskich. Chodzi o uniknięcie konieczności powtarzania egzaminów. Problem jest spory, bo przepisy i wymagania w krajach Wspólnoty wciąż znacznie różnią się między sobą. Różny jest też poziom szkoleń i samych egzaminów. Urzędnicy UE chcieliby na początek zrównać te certyfikaty, których uzyskanie we wszystkich krajach wymaga opanowaniu podobnego zakresu wiedzy. Rozważa się też możliwość wprowadzenia jednolitych kart pracy, które umożliwiałyby weryfikację zawodowych dokonań.

Ale nie wszystko od razu. Dziś przepisy umożliwiają akceptację zagranicznych certyfikatów, ale w przypadku zawodów związanych z finansami - niemal zawsze musi to zostać potwierdzone dodatkowym egzaminem. Zagraniczny makler lub doradca finansowy, chcąc rozpocząć pracę w Polsce, ma trzy wyjścia.

Może w normalnym trybie, tak jak Polak, stanąć do egzaminu przed Komisją Papierów Wartościowych i Giełd. Może też, jeśli posiada uprawnienia do wykonywania zawodu w Unii, przystąpić do pracy po przeprowadzeniu testu umiejętności przed KPWiG. Trzecia możliwość dotyczy osób posiadających tytuł Certyfikowanego Międzynarodowego Analityka Inwestycyjnego nadawany przez ACIIA. I tu tytuł może zostać uznany, ale najpierw makler musi zdać test umiejętności. Jest on mniej skomplikowany od egzaminów, ale przyszły makler musi potwierdzić, że jego umiejętności sprawdzą się również w Polsce. - Możliwość druga i trzecia są na razie czysto teoretyczne. Nikt jeszcze nie uzyskał uprawnień w Polsce w ten sposób - tłumaczy Łukasz Dajnowicz, rzecznik prasowy KPWiG.

Jeszcze większy problem mają jednak polscy maklerzy i doradcy, chcący rozpocząć pracę za granicą. - Teoretycznie powinni oni mieć prawo do wykonywania zawodu w Unii. Polska Komisja wydaje takiej osobie zaświadczenie o kwalifikacjach i zagraniczny organ nadzoru powinien uznać kwalifikacje, a jeśli ma wątpliwości, to może przeprowadzić test umiejętności, ale... Mogłoby to tak działać, gdyby w innych krajach UE takie zawody były traktowane jako "regulowane" - a tak nie jest. W "starej Unii" zawód maklera istnieje w Grecji, ale nie jest tam uznawany za zawód regulowany, więc polski makler na normalnych zasadach musiałby zdać egzamin. Czyli Polacy mają równe prawa jak obywatele państwa, w którym chcieliby pracować i polska licencja nie stawia ich w uprzywilejowanej pozycji - uważa Łukasz Dajnowicz.