We wtorek mieliśmy jedną z najdziwniejszych sesji w tym roku. Z jednej strony WIG i WIG20, najpopularniejsze warszawskie indeksy, zyskały na wartości po 0,3-0,4%. Z drugiej strony WIRR i MIDWIG straciły odpowiednio 1,6% i 0,3%, kończąc sesję na najniższym poziomie od 52 tygodni. Także Indeks Cenowy Parkietu, obejmujący wszystkie notowane na giełdzie spółki, ustanowił nowy dołek w zapoczątkowanym przed trzema miesiącami trendzie spadkowym. Mamy zatem korektę w długoterminowym trendzie wzrostowym w gronie największych spółek i regularną bessę na szerokim rynku. Dlaczego tak się dzieje? Trudno w tym miejscu napisać coś oryginalnego. Akcje mniejszych spółek, przede wszystkich produkcyjnych, znalazły się pod presją z dwóch powodów. Po pierwsze wyraźnie zwolniło tempo rwzrostu PKB i pogorszyły się wyniki tych przedsiębiorstw. Dowód tego dały wyniki za pierwszy kwartał 2005 roku. Inwestorów indywidualnych do wyprzedaży akcji mniejszych spółek zachęca dodatkowo wysyp ofert na rynku pierwotnym. Wprawdzie ostatnie debiuty nie są zbyt udane, ale kiedy akcje sprzedaje Skarb Państwa (oferta Lotosu), co z reguły udaje się zarobić. Wszyscy mają jeszcze w pamięci udaną ofertę PKO BP.
Inwestorzy instytucjonalni, którzy bardzo chętnie kupowali akcje średnich i mniejszych przedsiębiorstw w zeszłym roku, teraz odwrócili się od nich. Oni też szykują się na rynek pierwotny a dodatkowo (może przede wszys1tkim) wydają się bronić kursów największych spółek. To właśnie zachowanie tych walorów decyduje w największym stopniu o wynikach inwestycyjnych. Wczorajszy wzrost zawdzięczamy tylko kilku największym giełdowym firmom. Ponad 2% zyskał kurs Pekao, niecały 1% PKN i PKO BP. W sumie te trzy spółki zwiększyły wartość WIG20 o 0,5%. Indeks zyskał 0,3%, ponieważ znaczcznie na wartości stracił KGHM. Ponieważ zachowanie złotego nie wskazuje, żebyśmy byli obiektem zainteresowania inwestorów zagranicznych (może ich zniechęcać na przykład niepewna sytuacja polityczna), za obroną kursów stoją najprawdopodobniej fundusze emerytalne.