Koniec zeszłego tygodnia i początek bieżącego przyniosły spadek notowań ropy naftowej do najniższego poziomu od trzech miesięcy. Od czwartku cena gatunku Brent utrzymywała się w Londynie poniżej 49 USD za baryłkę, a w poniedziałek wyniosła tylko 48,05 USD. Tendencji zniżkowej sprzyjały informacje o wzroście rezerw ropy w USA oraz malejącym zapotrzebowaniu na paliwa płynne w Chinach. Pewien wpływ miało też stwierdzenie sekretarza generalnego OPEC Adnana Shihaba-Eldina, że do końca roku naftowy kartel będzie mógł zwiększyć dostawy.

We wtorek spadek notowań został zahamowany, po czym przekroczyły one znów 49 USD. Powróciły bowiem obawy przed zbyt małą podażą, zwłaszcza że saudyjski minister ds. ropy Ali al-Naimi przypomniał o ograniczonych - poza jego krajem - mocach wydobywczych OPEC. Do tego doszedł niepokój związany z niewystarczającymi zdolnościami produkcyjnymi amerykańskich rafinerii, które w lecie mogą nie sprostać dużemu popytowi na benzynę.

Wczoraj po południu za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lipcu płacono w Londynie 48,87 USD w porównaniu z 49,34 USD w końcu sesji wtorkowej i 50,07 USD w poprzednią środę.

Tymczasem przewodniczący OPEC szejk Ahmad Fahd al-Sabah uznał, że ceny ropy w pobliżu 50 USD za baryłkę są do przyjęcia zarówno dla jej producentów, jak i odbiorców, a saudyjski minister al-Naimi zaapelował do obu stron o współpracę w usuwaniu trudności powodujących wzrost notowań.