Ławnicy, którzy deliberują od kilku dni, są najwyraźniej podzieleni w swoich opiniach dotyczących winy Scrushy?ego. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że prokuratura tej właśnie sprawy nie ma prawa przegrać. Przeciwko byłemu szefowi zeznawało pięciu kolejnych dyrektorów finansowych Health South (a jeden z nich nagrywał nawet rozmowy ze swoim przełożonym). Po pięciu miesiącach procesu sprawa nie wydaje się już tak prosta, a udowodnienie, że Scrushy miał zarówno wiedzę o przestępstwach, jak i zamiar ich popełnienia, może okazać się niemożliwe. Siedmiu mężczyzn i pięć kobiet zasiadających na ławie przysięgłych nie może od wielu dni dojść do jednoznacznej konkluzji. Ławnicy woleli się także rozjechać na długi weekend, niż kontynuować obrady.

Sprawa Scrushy?ego nie jest jedyną, podczas której prokuratorzy mieli kłopoty z dowiedzeniem ponad wszelką wątpliwość win prezesów, odpowiedzialnych za oszustwa księgowe. W ostatnich miesiącach kilka spraw znanych menedżerów kończyło się unieważnieniem procesów. We wszystkich przypadkach jednym z najpoważniejszych problemów dla przysięgłych był brak dokumentów, które mogłyby wskazywać na zaangażowanie w dokonywane przestępstwa księgowe. Tak było między innymi w Hartford w stanie Connecticut, gdzie toczyła się sprawa oszustw w firmie Cendant. Ława przysięgłych uznała co prawda w styczniu br. byłego wiceprezesa spółki Kirka Sheltona za winnego zarzucanych mu czynów, ale jednocześnie nie potrafiła uzgodnić wspólnego stanowiska, czy bezpośredni szef Sheltona Walter Forbes był także zamieszany w aferę.

Unieważnieniem zakończył się także pierwszy proces szefów Tyco International Dennisa Kozlowskiego oraz Marka Swartza. W trwającym ciągle drugim procesie obydwu oskarżonych zakończyły się właśnie mowy obrończe. Podobny przebieg miała także sprawa byłego bankiera inwestycyjnego Franka Quattrone. Przegrał on co prawda drugi, powtórzony proces, ale i tak nie poszedł do więzienia, ponieważ złożył apelację.

(Nowy Jork)