Trwająca od półtora tygodnia zwyżka notowań na międzynarodowym rynku naftowym nabrała w ostatnich dniach tempa i w środę cena ropy Brent przekroczyła w Londynie, po raz pierwszy od 10 maja, 51 USD za baryłkę.

Główną przyczyną tej tendencji jest rosnące zapotrzebowanie na benzynę w USA, gdzie kilka dni temu rozpoczął się letni sezon motoryzacyjny. Według danych opublikowanych przez Departament Energetyki, zużycie tego paliwa osiągnęło w zeszłym tygodniu 9,4 mln baryłek dziennie, tj. najwyższy poziom od początku roku. Reagując na rosnący popyt, amerykańskie rafinerie zwiększyły produkcję benzyny, co spowodowało wzrost zapotrzebowania na ropę naftową oraz szybsze wyczerpywanie jej rezerw. W tej sytuacji powróciły obawy, że może dojść do ich nadmiernego spadku i zachwiana zostanie równowaga między popytem na ten surowiec a jego podażą.

Tymczasem przy wykorzystaniu 94,6% mocy produkcyjnych amerykańskie rafinerie stały się bardziej podatne na awarie. Wobec uszkodzenia rurociągu w zakładach Royal Dutch/Shell Group w Teksasie, szóstych pod względem wielkości w USA, musiano tam wstrzymać w poniedziałek produkcję benzyny. Ponieważ naprawa może zająć kilka dni, ceny tego paliwa wzrosły jeszcze bardziej, pociągając w górę notowania ropy.

Wczoraj po południu za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lipcu płacono w Londynie 51,27 USD w porównaniu z 50,73 USD w końcu sesji wtorkowej i 50,07 USD w poprzednią środę.