Przetarg na system ochrony granic ma bardzo długą historię. Pierwsze podejście do wyboru wykonawcy (w III kw. ub.r.) zostało unieważnione, bo zleceniodawca - czyli Straż Graniczna - przygotował błędną dokumentację.
Zażarty pojedynek
Do pojedynku w drugim przetargu, ogłoszonym na początku br., stanęło 12 konsorcjów, w których uczestniczyło ponad 50 spółek. Do dalszej rundy dostał się tylko ComputerLand, wspierany przez: Siemens, SBT, Opto czy Ataline. Pozostałe propozycje zostały odrzucone w większości ze względów formalnych. W dokumentach brakowało m.in. wymaganych polskim prawem zaświadczeń o niekaralności prezesów firm ubiegających się o kontrakt.
Dziewięć z jedenastu przegranych konsorcjów złożyło protesty do werdyktu SG, które były po kolei odrzucane. Jedynym wygranym okazało się konsorcjum Emaksu (uzupełnia je m.in. Sagem, Zeiss czy Thales), którego protest SG rozpatrzyła pozytywnie, dopuszczając firmę do dalszej procedury przetargowej.
Taki werdykt nie spodobał się jednak ComputerLandowi. Zaskarżył decyzję SG do Urzędu Zamówień Publicznych. Organ wydał decyzję, w której stwierdził, że wniosek złożony przez konsorcjum Emaksu nie spełnia wymogów ustawy o zamówieniach publicznych.