Reklama

Marketing osobisty

Publikacja: 08.06.2005 08:31

W zarządzaniu firmą, trzymający się na szczycie hierarchii prezes jest tylko sam ze sobą. Niech mu tam będzie dobrze. Za to mu płacą.

W zarządzaniu swoją karierą jest natomiast sam ze swoją drabiną. Gdzie ją postawi, zależy wyłącznie od niego. O tym, jak należy ją postawić, może rozmawiać chyba tylko ze ścianą. Ewentualnie może się ścierać ze swoim ulubionym doradcą personalnym.

- Pan dobrze mnie zna. Szukał pan mojego następcy, kiedy trzy lata temu odchodziłam z poprzedniej firmy.

- Dużo wiem, ale z chęcią posłucham, jak pani się przedstawi.

- Jestem teraz prezesem firmy X. Moje nazwisko jest znane w branży. Myślę, że moje sukcesy mówią za siebie. Nie miałabym problemu ze znalezieniem innego pracodawcy, gdybym musiała. Ale na co mogłabym go zmienić? Co pan myśli?

Reklama
Reklama

- A co oferuje rynek?

- Co pan ma na myśli?

- Czy moja konkurencja dzwoni do pani i z jakimiś ofertami?

- Muszę powiedzieć, że rzadko dzwonią, a jeszcze rzadziej oferta jest trafiona. Dlatego postanowiłam sama się zaprezentować. Wysłałam swoje CV do kilku agencji, a nawet do kilku firm.

- Pani, jako prezes? Wysłała swoje CV do firm?

- Rozumiem, że nie daję zarobić headhunterom?

Reklama
Reklama

- To po pierwsze. A po drugie jaki własny wizerunek pani kreuje?

- Wysłałam wyłącznie do prezesów dużych koncernów, do ich rąk własnych. Nie można liczyć na dyskrecję asystentki?

- Pani oferuje siebie bez żadnego wstępu!

- Jak śmiesznie to brzmi. Pan świetnie mówi po polsku, ale to zabrzmiało tak, jakby moja kandydatura miała podniecić pracodawcę.

- O to chodzi. Przepraszam, jeśli mój język jest zbyt bezpośredni.

- Proszę bardzo, nie boję się żadnego tematu, a cenię otwartość.

Reklama
Reklama

- Źle mnie pani zrozumiała. Chciałem tylko powiedzieć, że odkrycie kart za szybko to zła technika.

- Ja się z tym nie zgadzam. Czytałam "Rites of Passage" Johna Luchta. Tam jest napisane, że top executive powinien wysłać sto CV, żeby dostać pięć odpowiedzi, mieć dwa interview, a jedną ofertę.

- W Ameryce.

- W Polsce, moim zdaniem, statystyki są bardziej korzystne. Ja wysłałam tylko dziesięć.

- "Rites of Passage" to bardzo ciekawa książka. Lektura obowiązkowa dla CEO, który chce wziąć w swoje ręce zarządzanie własną karierą. John Lucht twierdzi, że chodzi głównie o zbieg okoliczności. Kiedy pracodawca ma wakat i dostaje dobre CV, jest bardziej skłonny zaryzykować i zaprosić kandydata na spotkanie.

Reklama
Reklama

- No i właśnie tak to działa. Zostałam zaproszona na spotkanie.

- Ale, czy pani została doceniona? Jak się skończyło spotkanie u tych pracodawców?

- Zainteresowaniem. Oczywiście, na razie nic konkretnego.

- Widzi pani...

- Pamięta pan, że w mojej poprzedniej pracy nie dostałam żadnego telefonu od headhuntera. Sama znalazłam ciekawą ofertę. A kiedy było już oficjalnie wiadomo, że odchodzę, dostałam aż dziesięć telefonów od agencji i potencjalnych pracodawców!

Reklama
Reklama

- Pani była nie do ruszenia. Wszyscy myśleli, że pani nigdy nie zmieni pracy. Pani asystentka ostro filtrowała wszystkie podejrzane zgłoszenia. Telefonów na komórkę od nieznanych numerów pani nie odbierała. Przez to, że pani była nieosiągalna, była pani jeszcze bardziej atrakcyjna.

- Jeszcze raz ten wątek damsko-męski...

- Atrakcyjna i do wzięcia: to kusi.

- I tu tkwi problem. Ponieważ niektórzy pracodawcy dzwonili, zapraszali mnie i namawiali tylko po to, żeby mnie mieć. Ale odrzuciłam wszystkie stanowiska, które miały być szyte na miarę. Wyglądały sztucznie i myślę, że dobrze zrobiłam.

- Zdecydowanie tak.

Reklama
Reklama

- Dlatego tym razem postanowiłam nie czekać i ruszyć w świat.

- I tu jest błąd.

- Jak można inaczej?

- Bujać się.

- To chyba źle dobrane słowo. Bujać się, czyli spadać?

- Nie. Może po angielsku: pull, push, pull, push aż do doskonałego zbliżenia i połączenia.

Moja kandydatka wybucha śmiechem, a na jej szyi pojawiają się czerwone plamy. Rozumiem, że- Najpierw jest pull. Pani buduje swój wizerunek i przyciąga ofertę. Potem push, a tak naprawdę push back, czyli pani sprawdza wiarygodność i solidność oferty. Potem jeszcze raz pull, czyli sztuka pozyskania "TAK" bez potrzeby wyrażania swoich oczekiwań, szczególnie finansowych. I w końcu push, czyli zamykanie transakcji, najlepiej z obustronnym poczuciem zwycięstwa.

- Nie patrzyłam na to pod tym kątem. Teraz, gdybym miała być szczera z panem, to zawsze właśnie to robiłam intuicyjnie, z tym wyjątkiem, że ostatnio wysyłałam CV. Wysłałam je wbrew mojemu przekonaniu, wierząc tylko jedynej rozsądnej książce, którą znalazłam na temat zarządzania karierą.

- Polecam się: od roku co tydzień publikuję felietony w PARKIECIE, gdzie opisuję porady udzielane kandydatom.

Spotkanie przebiegło pomyślnie. Podziękowaliśmy sobie i obiecywaliśmy pozostanie w kontakcie. Nie później niż po tygodniu dostałem maila od niej:

Szanowny Panie François, czytałam pana felietony w PARKIECIE. Bardzo pouczające! Jak pan kiedyś napisał "każdy prezes jest sam ze swoją karierą". Czy nie chciałby pan zostać moim agentem?...

Moja odpowiedź pozostaje tajemnicą. To jest już marketing zbyt osobisty.

* Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama