- Dlatego tym razem postanowiłam nie czekać i ruszyć w świat.
- I tu jest błąd.
- Jak można inaczej?
- Bujać się.
- To chyba źle dobrane słowo. Bujać się, czyli spadać?
- Nie. Może po angielsku: pull, push, pull, push aż do doskonałego zbliżenia i połączenia.
Moja kandydatka wybucha śmiechem, a na jej szyi pojawiają się czerwone plamy. Rozumiem, że- Najpierw jest pull. Pani buduje swój wizerunek i przyciąga ofertę. Potem push, a tak naprawdę push back, czyli pani sprawdza wiarygodność i solidność oferty. Potem jeszcze raz pull, czyli sztuka pozyskania "TAK" bez potrzeby wyrażania swoich oczekiwań, szczególnie finansowych. I w końcu push, czyli zamykanie transakcji, najlepiej z obustronnym poczuciem zwycięstwa.
- Nie patrzyłam na to pod tym kątem. Teraz, gdybym miała być szczera z panem, to zawsze właśnie to robiłam intuicyjnie, z tym wyjątkiem, że ostatnio wysyłałam CV. Wysłałam je wbrew mojemu przekonaniu, wierząc tylko jedynej rozsądnej książce, którą znalazłam na temat zarządzania karierą.
- Polecam się: od roku co tydzień publikuję felietony w PARKIECIE, gdzie opisuję porady udzielane kandydatom.
Spotkanie przebiegło pomyślnie. Podziękowaliśmy sobie i obiecywaliśmy pozostanie w kontakcie. Nie później niż po tygodniu dostałem maila od niej:
Szanowny Panie François, czytałam pana felietony w PARKIECIE. Bardzo pouczające! Jak pan kiedyś napisał "każdy prezes jest sam ze swoją karierą". Czy nie chciałby pan zostać moim agentem?...
Moja odpowiedź pozostaje tajemnicą. To jest już marketing zbyt osobisty.
* Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.
[email protected]