Wahania kursu debiutującego wczoraj Lotosu mieściły się cały dzień w obszarze, który należy uznać za neutralny. Pierwsze transakcje były po 32 zł, a potem nad kursem kontrolę przejęła podaż akcji pracowniczych, lub choćby tylko sama obawa przed taką podażą. Spółka skończyła dzień na sesyjnych dołkach. Niewątpliwie ten debiut to bardzo ważne wydarzenie (Lotos wejdzie do WIG20), ale dla szerszego rynku przełomu nie przyniosło

Ogólnie jednak wczorajsze zachowanie rynku uważam za dość pozytywne. W tym miejscu możnaby od razu dodać, że przy ujemnej bazie 25 pkt. inaczej być nie może ("większość nie ma racji"), ale ta kontariańska reguła ostatnio już aż tak dobrze na GPW się nie sprawdzała. Na pewno ujemna baza (strach) bykom pomaga, ale nie można mówić, że to główny impuls do wzrostów. A dlaczego sesje oceniam pozytywnie? Choćby dlatego, że bardzo systematyczny wzrost oglądaliśmy niemal przez cały dzień, a wszystko w momencie, gdy po pierwsze nie było udanego (powyżej 32-32,5 zł) debiutu Lotosu, po drugie nie było impulsu wzrostowego ze strony giełd zachodnich, a po trzecie wszystko odbywało się tuż przed wystąpieniem Greenspana, co powinno raczej wpędzać rynek w konsolidację. Do tych wszystkich plusów należy też dodać, że indeks poprawił szczyty ostatnich wzrostów. Samo w sobie nie jest to jakimś wydarzeniem, bo bardziej to "kosmetyka" niż wiarygodny sygnał przy tak niskim obrocie. Uwagę jednak znowu zwraca fakt bardzo płytkiej korekty.

Podsumowując powiedziałbym tak - w tej chwili na GPW nastroje są wyraźnie bycze, jednak na dzisiaj wciąż pozostaje wątpliwość, czy bez pomocy kończących wzrosty amerykańskich indeksów i widma wzrostu rentowności amerykańskiego długu, rynki wschodzące będą mogły dalej rosnąć?