Na wykresie tygodniowym od czasu, gdy notowania pochodnych sięgnęły okolic 1800 pkt, pojawił się piąty z rzędu biały korpus. Posługując się prostą statystyką zauważymy, że w ostatnich 12 miesiącach podobne bycze "rajdy" wystąpiły dwukrotnie i tyleż razy przerywane były w szóstym tygodniu. Opór w okolicy 2000 pkt, nieznaczne, na razie, naruszenie długoterminowego trendu i wisząca nad rynkiem wprawdzie słabsza, ale nadal obecna, perspektywa 7-miesięcznej formacji głowy z ramionami sprawiają wrażenie, że historia może się powtórzyć.

Wykres dzienny prowadzi do podobnych wniosków. Wznoszący się klin, w jakim pozostaje pochodna od ponad miesiąca, jest formacją bessy. Mieszanka chciwości i strachu napędza wzrost pochodnej, a powszechnie znany i uznawany za pesymistyczny (w średnioterminowym wymiarze) obraz techniczny rynku przyczynia się do pogłębienia rozdźwięku pomiędzy rynkiem kasowym i kontraktem. Czwartkowa i piątkowa świeca przyjęły kształt szpulki, który także pokazał nastroje panujące wśród graczy. Położone na coraz wyższych poziomach szpulki doprowadziły wykres do zasadniczych barier technicznych. W poniedziałek przyszedł czas na konfrontację z poziomem 62-proc. zniesienia całej spadkowej fali, oporem na poziomie kwietniowych szczytów oraz strefą luki z 16 marca.

Początek sesji przyniósł spory wzrost, który jednak nie dotrwał do końca dnia. Wystarczyło, że w poczynaniach kupujących na chwilę zniknął element strachu, zastąpiony przez nadmierną pewność siebie i zaraz potem zaatakowała podaż. Cofnięcie spod oporów nie jest wielkie, podobnie jak górny cień wczorajszej świecy, lecz trzeba liczyć się z każdym zawahaniem w tym kluczowym rejonie. Dziś posiadacze długich pozycji mogą zostać zmuszeni do obrony wsparcia na poziomie dolnego ograniczenia klina.