Im WIG20 bliżej jest tegorocznego szczytu z końca lutego (2118,5 pkt), z tym większą uwagą inwestorzy oglądają każdą złotówkę przeznaczaną na kupno akcji. Ponieważ i chętnych do sprzedaży nie jest zbyt wielu, notowania cechują dość niskie obroty i niewielka zmienność. Praktycznie cała ostatnia fala wzrostowa odbywa się przy malejących wskaźnikach zmienności. Teoretycznie zapewnia to bezpieczeństwo posiadaczom akcji - z reguły wierzchołki budowane są przy wysokim poziomie emocji, co znajduje odbicie w dużych wahaniach kursów. Niska zmienność w połączeniu z kiepskimi nastrojami (wciąż ujemna baza na rynku kontraktów, niskie odczyty Wigometru) wskazuje, że rekrod sprzed czterech miesiący zostanie przynajmniej zaatakowany.

Na zamknięcie wczorajszej sesji indeks największych spółek miał 2034,5 pkt, co oznacza nowe maksimum w zapoczątkowanym w połowie maja trendzie wzrostowym. Paradoksem jest, że maksimum to zostało osągnięte także dzięki wysokim notowaniom ropy naftowej, które pociągnęły do najwyższych poziomów w historii kursy PKN Orlen i węgierskiego MOL (ten pierwszy wciąż nie może przekroczyć 50 zł za akcję na koniec sesji). Dla większości przedsiębiorstw notowanych na GPW droższa ropa oznacza większe koszty. Warto zwrócić uwagę, że połączenie coraz wyższych notowań ropy przy drożejącym dolarze niekorzystnie wpływa na notowania tego surowca w złotówkach. Przed rokiem za baryłkę gatunku brent zapłacić należało 133 zł, na koniec roku 120 zł, ale już prawie 200 zł w poniedziałek, kiedy notowania surowca na giełdzie londyńskiej zbliżyły się do 60 USD.

Wysoka cena ropy może być jednym z czynników, które w istotny sposób wpłyną na decyzje RPP. Na razie rynek oczekuje istotnych obniżek stóp procentowych - o 50 pb. na czerwcowym posiedzeniu i 100 pb. do końca roku. Obniżające się rynkowe stopy procentowe i oczekiwanie na redukcję urzędowych to też jeden z czynników, które sprzyjają akcjom. Czy te oczekiwania utrzymują się dłużej niż przez tydzień?