Mimo udanego początku dnia, czwartkowa sesja przyniosła niewielki spadek wartości futures na WIG20. Obrót był mniejszy niż we środę, ale i tak należał do wysokich. Rynek nie dostał wsparcia ze strony parkietu niemieckiego i węgierskiego, a na krajowym także zabrakło argumentów za kontynuacją środowego "pokazu siły" byków.
W sytuacji gdy cena kontraktów z taką łatwością pokonała wszelkie opory czy zniesienia, wydaje się, że test rocznego maksimum jest nieunikniony. Nie ukrywam, że taki rozwój wypadków całkowicie mnie zaskoczył, bo o ile spodziewałem się wzrostu do poziomu ok. 1950 pkt, o tyle dalej zakładałem spadek cen. Okazało się jednak, że siła największych spółek jest ogromna, a dodatkowo rynkowi na pewno pomogły doniesienia w planowanej fuzji w sektorze bankowym oraz wysokie ceny ropy naftowej (pomagające nie tyle gospodarce co PKN Orlenowi i węgierskiemu MOL-owi) i miedzi. Gdyby jeszcze cena KGHM wynosiła w tej chwili 39 zł, to indeks byłby na pewno w okolicy szczytu z końca lutego. Trudno powiedzieć, na ile optymizm rynku kasowego byłby wówczas przygaszany ujemną bazą na kontraktach, ale w razie przebicia szczytu baza szybko przeszłaby wówczas na plusy.
W tej chwili należy zweryfikować prognozy na średnioterminowy trend boczny. Bardzo klarowne jest, kiedy trzeba będzie je ponownie zmieniać - z góry ograniczeniem jest poziom ostatniego rocznego maksimum (2126 pkt), a silnym wsparciem 1800 pkt. Ostatnie tygodnie pokazały, że wzrosła rola szczególnie tego drugiego poziomu, a wspominane przeze mnie do niedawna 1600 pkt, należy na razie włożyć między bajki. Warto jednak pamiętać, że jednoznaczne przełamanie którejkolwiek z barier powinno przynieść ruch docelowo równy szerokości obecnej formacji konsolidacji.