- publicznym statusem i akcjami GPW notowanymi na jej własnym parkiecie.
Co do udziału inwestora strategicznego - jasne jest, że możemy mówić tylko o partnerze zagranicznym, a ściślej: o zagranicznej giełdzie lub sojuszu giełd. Tylko bowiem w takim przypadku GPW mogłaby liczyć na wsparcie biznesowe, know-how czy odpowiednio liczną bazę inwestorów zagranicznych, mogących zasilić grono uczestników handlu na parkiecie w Warszawie. Chętnych do udziału w tak pojętej prywatyzacji giełdy nie powinno zabraknąć. Na pewno statusem strategicznego partnera GPW jest zainteresowany skandynawski OMX, a także giełda wiedeńska w grupie z parkietem budapeszteńskim. Zainteresowanie deklarują także przedstawiciele większych rynków, np. Euronext. Nie jest jasne tylko, czy wszyscy byliby gotowi zaakceptować pozycję mniejszościowego udziałowca.
W wariancie trzecim akcje GPW trafiłyby w największej części (tu również można mówić o pakiecie większościowym lub mniejszościowym) do polskich instytucji finansowych. Możemy w pierwszej kolejności mówić o uczestnikach giełdy, zwłaszcza domach maklerskich i bankach. W dalszej o funduszach inwestycyjnych i emerytalnych. Wszystkie te podmioty łączy jedno: ich działalność jest ściśle związana z GPW, a co za tym idzie - ich przyszłość także.Brokerzy zajęli oficjalne stanowisko w sprawie prywatyzacji GPW: w uchwale Izby Domów Maklerskich opowiedzieli się za skierowaniem do nich pokaźnego pakietu akcji, ale i utrzymaniem przez Skarb Państwa istotnego zaangażowania. Mówią w tym kontekście o zrównoważonej strukturze akcjonariatu z udziałem inwestora strategicznego i inwestorów nabywających walory w publicznej ofercie. Domy maklerskie chciałyby kupić akcje giełdy po cenie nie wyższej niż wartość księgowa, po uprzedniej dystrybucji zysków zgromadzonych przez GPW (poprzez skup własnych papierów od Skarbu Państwa w celu ich umorzenia). Zaleta tej propozycji polega choćby na tym, że jest to pierwsze tak konkretne stanowisko środowiska bezpośrednio związanego z warszawskim parkietem. Niewątpliwie może stanowić przyczynek do dyskusji oraz materiał do porównań z tezami, które wkrótce przedstawi doradca prywatyzacyjny. Inne instytucje milczą albo mówiąc precyzyjniej: kwitują kwestię stwierdzeniem, że ich zainteresowanie akcjami GPW będzie zależeć od oferty, jaką przedstawi właściciel, czyli Skarb Państwa. Przedstawiciele OFE deklarują np., że będą traktować ewentualny zakup akcji giełdy tak, jak inne możliwości inwestycyjne. To by oznaczało, że kluczowa może być dla nich cena papierów i potencjalna stopa zwrotu.
Giełda na giełdzie
Publiczna oferta GPW to nie tyle odrębny wariant prywatyzacji, co raczej sposób na sprzedaż akcji. Może mieć przecież bardzo zróżnicowaną strukturę i towarzyszyć każdemu z trzech poprzednich scenariuszy zmian własnościowych. Można jednak sobie wyobrazić w jej ramach transze dla inwestora strategicznego (pakiet większościowy lub mniejszościowy), instytucji krajowych, jak i małych graczy giełdowych. W ostatnim wypadku obecny minister skarbu Jacek Socha podkreśla, że wykluczona jest sprzedaż znaczącej liczby walorów drobnym inwestorom. Chodzi o wyeliminowanie ryzyka wrogiego przejęcia GPW.
W świetle doświadczeń innych giełd (np. europejskich: London Stock Exchange, Deutsche Boerse, Euronext, OMX, Hellenic Exchanges) czy przymiarek największego parkietu na świecie (NYSE) wariant upublicznienia GPW wydaje się naturalną drogą rozwoju, jeśli nie teraz, to w przyszłości. Nie zamyka przy tym rozważań na temat tego, komu i ile akcji należy sprzedać. Rozwiązuje za to kwestię należytej przejrzystości w procesie przekształceń własnościowych GPW, a także kwestię uzyskania godziwej wyceny akcji przez Skarb Państwa.