Reklama

Easdaq: reaktywacja?

Upadły dwa lat temu europejski rynek spółek technologicznych Easdaq ma być reaktywowany. Jego obecny właściciel - belgijski inwestor Jos Peeters - liczy, że giełda będzie działać najpóźniej za półtora roku.

Publikacja: 28.06.2005 08:22

Po Easdaqu zostało biuro w belgijskim mieście Leuven, w którym pracują cztery osoby, i serwerownia z 200 maszynami, z pomocą których działała kiedyś warta ponad 40 mln USD platforma obrotu akcjami.

Kilka lat temu ta paneuropejska giełda nowych technologii przyciągnęła na swój parkiet 60 firm, które z rynku pierwotnego zgarnęły łącznie ponad 60 mld euro. Wchodząc na rynek publiczny, nie spodziewały się jednak, że już chwilę później, na fali pękającej bańki internetowej, będą jedna po drugiej padać, w końcu przyczyniając się do upadku samego Easdaqa. Kres giełdy nadszedł w 2003 r.

W grudniu 2003 r. szczątki po Easdaqu wykupił pochodzący z Belgii Jos Peeters, specjalizujący się w ryzykownych inwestycjach. Ma 63% udziałów w giełdzie i od półtora roku czeka na jej wskrzeszenie. Zapowiada, że nastąpi to przed końcem przyszłego roku.

Jak podaje magazyn "The Deal", Peeters, dyrektor zarządzający firmy Capricorn Venture Partners, od kilku miesięcy objeżdża europejskie instytucje, szukając poparcia dla swoich planów. W jego wizji Easdaq ma się narodzić na nowo, ale według poprzedniej koncepcji - jako obejmująca cały kontynent giełda dla firm z branży high-tech. - Na rynku czuje się potrzebę powołania tego rodzaju giełdy, ale ludzie mają różne pomysły, jak należałoby to zrobić - twierdzi Peeters. - My chcemy stworzyć rynek z tożsamością, twarzą, który będzie ostoją dla wzrostowych technologicznych i biotechnologicznych firm - dodaje.

Według opracowania zrobionego na zamówienie Peetersa, w Europie działa 30 giełd, spośród których aż 21 identyfikuje się jako "nowe rynki", które mają przyciągać młode, przyszłościowe spółki. Jednak w odróżnieniu od pierwowzoru Easdaqa - amerykańskiego Nasdaqa, gdzie jest trzy tysiące firm o średniej kapitalizacji 900 mln USD - w Europie w segmentach technologicznych tutejszych giełd jest notowane tylko 1,4 tys. firm, i tylko w przypadku działającego przy giełdzie w Mediolanie Nuovo Mercato przeciętna kapitalizacja spółek przekracza 100 mln USD.

Reklama
Reklama

Zdaniem ekspertów, w takiej sytuacji stworzenie europejskiego odpowiednika Nasdaqa ma sens. Cytowany przez "The Deal" dyrektor zarządzający firmy inwestycyjnej Broadview International w Londynie Bruce Huber uważa, że możliwa jest konsolidacja rozdrobnionych rynków, w jeden, który miałby niezbędną "masę krytyczną", zdolną do przyciągnięcia wielkich inwestorów finansowych, i służyłyby interesom całej branży - od przedsiębiorców, przez inwestorów, po banki. Na przeszkodzie stoi jednak nacjonalizm. - To niemal feudalny system - mówi Huber. - Lokalni brokerzy bronią swojej pozycji, czego kosztem jest niemożność utworzenia skonsolidowanej europejskiej giełdy - dodaje.

Zdaniem Peetersa, Easdaq może być rozwiązaniem problemu. Giełda ma niezbędną technologię - przede wszystkim prawa do platformy rozwiniętej przed Nasdaqa - i dość serwerów, żeby unieść ciężar całego handlu akcjami na giełdach w Europie. Teraz tylko banki, fundusze venture capital, przedsiębiorcy i inwestorzy muszą jego pomysł kupić.

"The Deal"

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama