Na rynki zagraniczne powróciła podaż. Po silnych wzrostach z ubiegłych tygodni, ostatnie sesje upłynęły pod znakiem spadków. W obecnej chwili trudno jednak przewidzieć dalszy rozwój wypadków. Zadecyduje o nim dopiero test ostatniego lokalnego maksimum z zeszłego tygodnia. Jego przełamanie oznaczałoby powrót długoterminowej tendencji wzrostowej.
Po dwumiesięcznych wzrostach, na amerykańskim rynku ponownie zagościły spadki. W zeszłym tygodniu S&P 500 ustanowił lokalne maksimum na poziomie 1220 punktów, poczym rozpoczął silne spadki. Na wykresie indeksu pojawiły się długie czarne świece nie pozostawiające najmniejszych wątpliwości o przewadze podaży nad popytem. Choć w krótkim terminie doszło do odwrócenia tendencji, to jednak sytuacja w średnim horyzoncie inwestycyjnym nadal pozostaje nierozstrzygnięta. Czy obecny ruch należy traktować jako powrót długoterminowej tendencji spadkowej z marca i kwietnia tego roku, czy też tylko jako krótkoterminową korektę wzrostów z ostatnich tygodni? Wydaje się, że próbę odpowiedzi na to pytanie może przynieść dopiero test ostatniego lokalnego szczytu lub dołka. Do tego czasu najlepiej będzie skrócić horyzont inwestycyjny, przyjmując, że w średnim terminie panuje trend boczny.
Indeksy środkowoeuropejskie testują szczyty z przełomu marca i lutego tego roku. W ubiegłym tygodniu zwyżkowały w ich okolice, ale żadnemu z nich nie udało się ich pokonać. Od tego czasu na rynkach środkowoeuropejskich panują spadki. Wiele przemawia jednak za kolejnym testem. Choć trudno w obecnej chwili wyrokować o jego wyniku, to jednak najprawdopodobniej w ciągu najbliższych sesji indeksy giełd środkowoeuropejskich ponownie zaatakują poziomy cenowe sprzed kilku miesięcy. Jeśli próba powiedzie się, to będziemy mogli mówić o końcu korekty i kontynuacji długoterminowego trendu wzrostowego. W takim przypadku wzrosty zapewne utrzymałyby się przez kolejne miesiące, a indeksy mogłyby w tym czasie zyskać na wartości 10 procent lub więcej.