W piątek ukazało się ogłoszenie o przetargu. GDDKiA chce przeznaczyć na ten cel maksimum 5 mln euro (ok. 20 mln zł). Zwycięskie konsorcjum wspomoże urzędników przy wyborze firm budujących i eksploatujących polskie autostrady (m.in. przeprowadzi audyt i due diligence). Oprócz tego, doradca każdorazowo sporządzi raport opisujący korzyści i koszty płynące z konkretnej umowy koncesyjnej dla państwa. W ten sposób Dyrekcja chce uniknąć kontrowersji, jakie towarzyszyły wyborowi GTC - spółki, która zbuduje, a następnie będzie zarządzać północnym odcinkiem A1 od Gdańska do Torunia (m.in. dotyczących ceny za km).
Doradca GDDKiA będzie mieć sporo pracy. Rząd planuje, że jeszcze do końca tego roku rozpocznie poszukiwanie koncesjonariuszy dla co najmniej trzech nowych odcinków autostrad: Łódź-podwarszawska Konotopa (A2), Piotrków Trybunalski-Katowice (A1), a także Kraków-Tarnów (A4). Niewykluczone że konsorcjum doradcze włączy się też do trwających negocjacji między Dyrekcją a Budimeksem i Stalexportem - spółkami, które walczą w przetargu na zarządzanie i pobór opłat na istniejącym odcinku A4 między Katowicami a Wrocławiem. Wybór jednego z nich zapowiedziano najpóźniej do końca roku. GDDKiA chce więc, aby doradca rozpoczął pracę jeszcze w IV kwartale.
Angażowanie zewnętrznych specjalistów nie podoba się jednak ekspertom opozycji. I to nie tylko ze względu na kwotę, jaką trzeba im zapłacić. - To dowód na to, że Dyrekcja nie radzi sobie z zadaniami, jakie przed nią stoją - mówi Adrian Furgalski, doradca PO ds. infrastruktury transportowej. Po dojściu do władzy Platforma zamierza zmniejszyć zatrudnienie GDDKiA i zreformować tę instytucję tak, aby część płac nie była ograniczana ustawą kominową. - Wszystko po to, aby ściągnąć tam dobrych specjalistów. Dzięki temu korzystanie z zewnętrznych doradców ograniczymy do minimum - zapowiada A. Furgalski. Nieco inaczej problem ten widzi PiS. - Rzeczywiście, możliwości Dyrekcji są ograniczone. Należy najpierw wzmocnić struktury GDDKiA odpowiedzialne za budowę autostrad i absorpcję środków unijnych. Nie można polegać tylko na zewnętrznych ekspertach - tłumaczy Jerzy Polaczek, poseł tej partii, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury.