Piątkowa sesja w USA pokazała, że tragiczne wydarzenia z końcówki zeszłego tygodnia zostały już zdyskontowane i nie będą miały wpływu na giełdy. GPW rozpoczęła więc notowania z impetem godnym najlepszych sesji hossy. Niestety, sił wystarczyło tylko na pierwszą część sesji, bliskość ostatnich lokalnych szczytów WIG20 i kontraktów spowodowała bowiem kontrę podaży, wspieraną dodatkowo przez realizację zysków w Budapeszcie.
Jednak na początek dynamicznej korekty wczorajszy zwrot przy szczytach nie wyglądał ani pod względem obrotów, ani pod względem zasięgu i stylu kontrataku podaży. Rynek był zbyt rozwarstwiony, jak na sesję odwrotu (mocna TP, słaba Agora i PKN po spadku cen ropy i wzroście zainteresowania dużych inwestorów akcjami Lotosu). To raczej chwilowy przystanek szerokiego rynku w dalszej drodze na północ.
Powoli zbliżamy się do wyników drugiego kwartału, które wg wstępnych szacunków niektórych spółek, szczególnie produkcyjnych, powinny być lepsze od tych z I kwartału tego roku. Bykom sprzyjać powinny również coraz bardziej prawdopodobne (patrz ostatnie wypowiedzi członków RPP) kolejne obniżki stóp procentowych. Zagrożeniem jest niezdrowa atmosfera na scenie politycznej, ale wydaje się, że tę "atrakcję" politycy zostawią rynkowi dopiero na ostatnia fazę wakacji, kiedy można się spodziewać zaostrzenia kampanii wyborczych.
Przed wynikami polskich spółek będziemy zapewne poruszać się w rytm raportów firm amerykańskich, które będą publikowane już w najbliższych tygodniach. A że zmienność na ostatnich sesjach w USA wyraźnie wzrosła, reakcje na poszczególne raporty mogą być dynamiczne i mieć spory wpływ na nasz rynek.
Zwróć uwagę na: