Fundusze sekurytyzacyjne, które mają inwestować w wierzytelności, są nowością w polskim prawie. Wprowadziła je znowelizowana w zeszłym roku ustawa o funduszach. Prace parlamentarne nad projektem przebiegały bardzo burzliwie. Kontrowersje wzbudziła m.in. propozycja wyposażenia takich funduszy w tytuły egzekucyjne, na podstawie których mogłyby dochodzić swoich praw od dłużników.

Na takie rozwiązanie nie zgodzili się jednak posłowie, a związany z tym fragment ustawy został usunięty. Niestety, w Prawie bankowym znalazł się zapis, z którego wynika, że do przelewu wierzytelności z banku do funduszu sekurytyzacyjnego konieczne jest oświadczenie dłużnika o poddaniu się egzekucji. Na dodatek, w innym miejscu wprowadzono zapis, że bank powinien powiadomić dłużnika o tym, że fundusz, który przejmie jego dług, ma prawo... wystawić tytuł egzekucyjny. - Gdyby bank, stosując się do ustawy o funduszach, powiadomił o tym swojego klienta, wprowadziłby go w błąd - twierdzi Andrzej Wysokiński, z Dewey Ballentine. Jego zdaniem, niespójne przepisy to efekt pomyłki ustawodawcy. Podobnych przykładów jest więcej. Dotyczą tajemnicy bankowej i zgody dłużnika na przeniesienie jego kredytu z banku do funduszu.

Według Artura Zapały z Dewey Ballentine, w przypadku transakcji sekurytyzacyjnej z udziałem funduszu, ryzyka złamania prawa nie ma tylko w sytuacji, gdy wierzytelność nadal pozostaje w portfelu banku, a fundusz tylko ją obsługuje (tzw. sekurytyzacja subpartycypacyjna). - A to jest dla banków nieopłacalne. Bo po pierwsze, wierzytelność nadal pozostaje w ich bilansie, a więc nie zmniejsza się udział kredytów nieregularnych. A po drugie, nie ma korzyści podatkowych, jakie istnieją w przypadku sprzedaży takich wierzytelności funduszowi - przekonuje A. Zapała.

Według Bogusława Półtoraka z Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, sekurytyzacja wierzytelności jest bardzo potrzebna bankom. Pozwala np. na lepsze dopasowanie struktury aktywów i pasywów, czyli lokat i kredytów. W tej chwili mamy bowiem taką sytuację, że terminy zapadalności depozytów są krótsze niż kredytów, a w miarę przyrostu pożyczek hipotecznych te dysproporcje będą się powiększać.