Ceny ropy zaczęły środowe notowania od dość pokaźnych wzrostów zarówno w Londynie jak i później w Nowym Jorku. Za baryłkę na londyńskiej giełdzie płacono już nawet 58,24 USD, 1,3% więcej niż dzień wcześniej. Na nowojorskiej Mercantile Exchange ropa zdrożała o 1,2%. O tak znaczących zwyżkach tym razem zdecydowały wiadomości z Chin. Tamtejszy urząd statystyczny poinformował, że detaliczna sprzedaż benzyny i innych produktów petrochemicznych wzrosła aż o 37% w pierwszej połowie br., a produkt krajowy brutto w II kwartale zwiększył się o 9,5%, bardziej niż prognozowano. Tak szybki rozwój gospodarczy musi zwiększać popyt na produkty naftowe i w tej sytuacji w II półroczu należy oczekiwać znaczącego wzrostu importu ropy naftowej przez Chiny.

Tym razem uspokoiły nastroje na rynku paliwowym informacje z USA. Rezerwy ropy naftowej spadły tam wprawdzie w minionym tygodniu, ale znacząco mniej niż przewidywano. Departament Energetyki podał, że zapasy zmniejszyły się o 900 tys. baryłek do 320,1 mln baryłek. Analitycy spodziewali się spadku rezerw aż o 3,45 mln baryłek. W dodatku okazało się, że huragan Emily słabnie, co też zmitygowało kupujących.

Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w październiku kosztowała wczoraj po południu 57,50 USD w porównaniu z 57,36 USD na wtorkowym zamknięciu i 58,27 USD przed tygodniem.