W tym roku pierwszy raz w historii polskie firmy mogą zatrudnić ponad 200 tys. czasowych pracowników. Ten sposób zatrudnienia i firmy, które zajmują się poszukiwaniem chętnych do takiej pracy to od czterech lat jeden z najszybciej rozwijających się sektorów gospodarki. Ale - jak twierdzą fachowcy - do Europy po tym względem jeszcze nam daleko.
Zainteresowanie rośnie
Według unijnego raportu "Zatrudnienie w Europie w 2003 r.", Polska jest w czołówce krajów zatrudniających najwięcej pracowników czasowych. To jednak nieprawda, bo w raporcie uwzględniono wszystkie formy zatrudnienia - również umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy kontrakty. A zasadą pracy czasowej jest to, że to nie końcowy "odbiorca" pracownika podpisuje z nim umowę, a pośrednicząca w tym agencja. W ten sposób pracodawca nie musi się martwić np. płaceniem składek ZUS, bo pracę kupuje jako usługę. Rozliczenia z pracownikami opierają się na stawce godzinowej. Jedynym ograniczeniem jest czas zatrudnienia - w Polsce pracownikiem czasowym jest osoba pracująca u jednego pracodawcy-użytkownika (tak nazywa się odbiorcę usługi) nie dłużej niż 12 miesięcy. W innych krajach regulacje mogą być różne - od sześciu miesięcy (w Hiszpanii, Słowenii czy na Węgrzech) do nawet dwóch lat (w Niemczech, Austrii, Włoszech i Irlandii).
- Zainteresowanie zatrudnieniem czasowym w Polsce jest duże i systematycznie rośnie. Na pewno w 2004 r. łączna liczba osób, które znalazły pracę za pośrednictwem agencji pracy czasowej przekroczyła 100 tys. osób - co oznacza 30% wzrostu. Najwięcej takich pracowników znajduje zatrudnienie w motoryzacji, logistyce, transporcie i branży telekomunikacyjnej - twierdzi Piotr Wysocki z agencji Adecco. Jarosław Bartosik z działu doradztwa personalnego Work Service dodaje: Ten rynek ogólnie szacowany jest przez organizacje stowarzyszające agencje pracy ZAPT i SAZ na 800 mln zł i potencjał 160 tys. zatrudnionych pracowników tymczasowych. Docelowo oczekuje się w ciągu najbliższych lat wzrostu zatrudnienia tymczasowego nawet o 30%.
Polacy niechętni?