Owe 500 mln funtów to zaledwie 0,04% brytyjskiego PKB w 2004 r. Mimo to Brytyjczycy podkreślają, że otwarcie rynku pracy dla obywateli nowych państw członkowskich było trafną decyzją. - Polacy przyjeżdżają na krótko, bardzo ciężko pracują i starają się jak najwięcej zarobić, a brytyjscy pracodawcy mają dotychczas dobre doświadczenia z ich zatrudniania - tłumaczył wczoraj Danny Sriskandarajh z największego brytyjskiego ośrodka eksperckiego Institute for Public Policy Research.
W angielskich urzędach pracy zarejestrowało się już około 100 tys. Polaków (dane z końca marca). Stanowią oni 56% wszystkich obywateli z krajów, które przystąpiły w maju 2004 r. do Unii Europejskiej. Mimo to raport rządu brytyjskiego nt. emigracji podkreśla, że jak dotąd Wyspy nie cierpią na zalew emigrantów. Statystyki Londynu wciąż mówią o około 600 tys. wolnych miejsc pracy w różnych miejscach kraju.
Korzyści z liberalizacji rynku pracy wciąż nie dostrzega Berlin (rząd niemiecki korzysta z prawa do ograniczenia wolnego przepływu pracowników). - Nikt nie powinien oczekiwać, że Niemcy otworzą wcześniej swój rynek pracy - twierdzi Stephan Raabe, dyrektor Fundacji Adenauera. Problemem jest niemieckie bezrobocie (około 11%, we wschodnich landach sięga nawet 20%). - Jak będziemy mieli mniejsze bezrobocie - 8% lub mniejsze - to podejmiemy dyskusję o otwarciu rynku pracy, ale nie teraz - przewiduje S. Raabe.
PAP