Tak kończy się kariera Juergena Schremppa, który całe zawodowe życie oddał firmie Daimler-Benz. Zaczynał w niej pracę po zakładowej praktyce jako mechanik na wydziale ciężarówek. Przed siedmioma laty utworzył największe europejskie przedsiębiorstwo przemysłowe, kupując za 36 mld USD amerykański koncern motoryzacyjny Chrysler.
I tu zaczęły się problemy. Wartość rynkowa spółki spadła od tego czasu o 46%, co musiało oburzyć akcjonariuszy. Amerykański oddział firmy przez kilka lat przynosił straty, a rozprężenie w koncernie doprowadziło do tego, że mnożą się reklamacje na mercedesy - niedawny symbol niemieckiej solidności. W tym roku Mercedesa wyprzedził BMW i to on jest teraz największym na świecie producentem luksusowych samochodów.
Miało być inaczej. Plany Schremppa, poparte zresztą przez akcjonariuszy, bo bez ich zgody nie mógł przeprowadzić tak poważnej transakcji, zakładały, że połączenie luksusowych mercedesów z sedanami i jeepami Chryslera musi przynieść finansowy sukces. Różnorodność oferty miała uchronić firmę przed zmiennością gustów klientów, a jej obecność i w USA, i w Europie miała ją uodpornić na lokalne zmiany koniunktury. Nic z tego nie wyszło. Chrysler stracił rentowność już 2,5 roku po kupieniu go przez Daimlera, gdyż gwałtownie spadła sprzedaż jego samochodów. Schrempp zamknął 6 fabryk w Kanadzie i w Meksyku i zwolnił 26 tys. pracowników Chryslera. Chciał go uratować, rozszerzając działalność na Azję. Za 2 mld USD kupił 37% Mitsubishi Motors, ale później okazało się, że musiał wysupłać jeszcze 6,4 mld USD na plan ratunkowy japońskiej spółki.
Wobec takich niepowodzeń odejście z DaimlerChryslera będzie zapewne oznaczało dla Schremppa wcześniejszą emeryturę. Ma dopiero 61 lat, ale trochę więcej czasu może mu się przydać, bo należąca do Kirka Kerkoriana firma Tracinda Corp. domaga się od niego 3 mld USD odszkodowania za wprowadzenie w błąd akcjonariuszy.
Bloomberg