Bilans płatniczy Polski zamknął się w czerwcu dodatnim saldem 222 mln euro - podał NBP. Na tę kwotę składa się: napływ pieniędzy z Unii Europejskiej, nadwyżka w obrotach towarowych i przepływie usług oraz wypłaty dywidend dla zagranicznych inwestorów. Takiego wyniku nie spodziewał się żaden z ankietowanych przez PARKIET ekonomistów. Najbliżej był Kredyt Bank, który założył nadwyżkę 120 mln zł. Średnia prognoza wskazywała jednak na wystąpienie deficytu na poziomie 289 milionów. BPH spodziewał się, że sięgnie on aż 855 mln euro.
Miesiąc wcześniej ekonomiści też nie trafili z prognozami dotyczącymi bilansu płatniczego. Oczekiwali nadwyżki na średnim poziomie 81 mln euro, a ostatecznie wyszedł deficyt i to aż 724 mln euro. NBP skorygował go teraz do 690 milionów.
Ekonomiści nie przewidzieli wtedy wpływu na bilans płatniczy wypłaty przez polskie spółki ponad pół miliarda euro w postaci dywidend. W czerwcu ich wartość była podobna - 532 mln euro. W sumie ujemne saldo dochodów (obejmują też wypłatę odsetek od obligacji zagranicznym inwestorom) wyniosło 850 milionów.
- Prognozowanie salda bilansu płatniczego jest bardzo trudne. Dane podlegają silnym wahaniom, np. z powodu transferów z UE. Poza tym są zazwyczaj korygowane po miesiącu - mówi Tomasz Kurkowski, analityk z Banku Handlowego.
Być może z tego powodu dealerzy walutowi nie zawsze słuchają prognoz ekonomistów. - Na rynku mówiło się generalnie, że deficyt będzie wysoki. Wiele banków trzymało jednak długie pozycje w złotym - twierdzi Marek Cherubin, dealer z BPH. Po publikacji danych złoty umocnił się o 1,5 gr. Na zamknięciu rynku euro kosztowało 4,02 zł.