Ostatnie sesje przyniosły niewielki wzrost zmienności amerykańskiego rynku. Wydarzenia rozgrywają się w dość wolnym tempie. Wartość wskaźnika ATR z 5 sesji podniosła się ostatnio z 8 pkt do 11 pkt. Znalazła się zatem w połowie zakresu wahań z ostatnich dwóch lat. Biorąc pod uwagę, że w tym czasie indeks stopniowo zyskiwał wartość, zmienność w ujęciu procentowym stale maleje. Od szczytu z I kwartału 2004 r. S&P 500 zyskał do dziś około 7%. Jednocześnie od dwóch lat trwa trend boczny na rynku długoterminowych obligacji. Natomiast rentowność papierów o krótszych terminach zapadalności poszła w tym czasie wyraźnie w górę i zrównała się z notowaną przez 10-latki. Takie "spłaszczenie" krzywej rentowności jest niekorzystne dla banków. W uproszczeniu: finansują się kapitałem krótkoterminowym, pożyczają na długie okresy.
Spółki finansowe
kontra energetyczne
Coraz więcej firm operujących na rynkach finansowych narzeka na trudne warunki działania. W II kwartale przychody JP Morgan z handlu papierami wartościowymi obniżyły się o połowę. Podobne problemy miały Bank of America oraz Citigroup. Nic więc dziwnego, że spółki z sektora finansowego nie cieszą się wzięciem u inwestorów. Indeks tej branży - S&P 500 Financials - stracił od końca lipca pół procent, a w tym kwartale wzrósł zaledwie o 0,9%. Niechętny stosunek do tego grona firm nie jest kwestią ostatnich miesięcy. Wypada słabo od dłuższego czasu. W tym roku jest 2,7% pod kreską, tylko na chwilę na przełomie ubiegłego i obecnego roku zdołał przekroczyć szczyt ustanowiony w marcu 2004 r. Dziś jest 2% poniżej. Sektor finansowy pod względem kapitalizacji ma jedną piątą udziału w indeksie S&P 500. To w dużym stopniu tłumaczy ślamazarne tempo zwyżki w Stanach Zjednoczonych przez ostatnie półtora roku.
Nie zwalniają tempa przedsiębiorstwa z branży energetycznej. Ich kapitalizacja w ramach indeksu S&P 500 przekracza już milion USD (9,5% wartości rynkowej spółek z tego indeksu). Na koniec 2004 r. udział tej grupy firm wynosił 7,1%. Rosnące znaczenie dla ogólnej koniunktury giełdowej firm energetycznych jest korzystne z punktu widzenia wzrostu indeksu, w sytuacji gdy na rynku ropy naftowej trwa hossa. Ale tak samo w większym stopniu niż poprzednio będzie negatywnie oddziaływać na wartość S&P 500, gdy ropa zacznie tanieć.