Kara byłaby jeszcze większa, gdyby nie to, że Sullivan przyznał się do winy i zdecydował się na współpracę z prokuraturą, poważnie obciążając swojego bezpośredniego szefa, byłego dyrektora generalnego WolrdComu Bernarda Ebbersa. Ten ostatni dostał aż 25 lat więzienia i zapowiedział apelację od wyroku.

- Szczerze żałuję tego, co wydarzyło się w WorldComie. Przyjmuję odpowiedzialność za fałszywe i mylne sprawozdania finansowe. Wiedziałem, że to, co robię, jest złe, ale nie chciałem nikogo skrzywdzić - powiedział w sądzie Sullivan przed ogłoszeniem wyroku. Sędzia Barbara Jones stwierdziła, że wyrok, jaki wydaje, jest niski, bo wzięła pod uwagę takie okoliczności, jak cukrzyca jego żony i konieczność zapewnienia opieki nad córką. Niemniej jednak nazwała Sullivana "architektem oszustwa", a popełnione przestępstwa przestępstwami "najwyższego kalibru". Za niższym wymiarem kary opowiadała się nawet prokuratura, która w liście przesłanym do sędzi Jones stwierdziła, że to dzięki jego zeznaniom udało się skutecznie doprowadzić do końca sprawę o jedno z największych oszustw księgowych w historii.

43-letni dziś Sullivan został formalnie oskarżony w 2002 r., tuż po upadku WorldComu. Na współpracę z prokuraturą zdecydował się dwa lata później, co stanowiło przełom w prowadzonych dochodzeniach. W sumie sześciu byłych szefów WorldComu skazano na 32 lata więzienia.

Sullivan został po procesie bankrutem. Musiał sprzedać swoje nieruchomości i inne aktywa. Udało mu się jedynie założyć trust, który zapewni utrzymanie córki na czas odbywania kary.

(Nowy Jork)