Większość doświadczonych i odnoszących sukcesy inwestorów zgodnie twierdzi, że jednym z podstawowych elementów sprzyjających osiąganiu zysków ze spekulacji w długim terminie jest ucinanie strat wtedy, gdy ich rozmiary przekraczają akceptowany poziom. Zdają sobie z tego sprawę chyba wszyscy uczestnicy rynku. Problem w tym, że znaczna część pod wpływem emocji, które towarzyszą grze na giełdzie, łamie ustalone reguły.
Gorycz porażki
Przyznanie się do porażki, nawet nieznacznej, przychodzi inwestorom z wielkim trudem. Wystarczy odrobina nadziei, że po gorszym okresie w kolejnej minucie, godzinie czy następnego dnia los zacznie sprzyjać naszej pozycji i jej zamknięcie w założonym momencie staje się niewiarygodnie trudne. Dzieje się tak nawet w sytuacji, kiedy zdajemy sobie sprawę, że dalsze utrzymywanie pozycji może się źle skończyć dla naszego portfela. W efekcie straty mogą się stać znacznie większe niż zakładaliśmy, co ogranicza zdolność do trzeźwej oceny rynku. Nadzieja będzie kierowała naszymi decyzjami do momentu, kiedy pod wpływem złych emocji (strachu, frustracji) dojdziemy do wniosku, że nie ma już szansy na poprawę i podejmiemy decyzję o zamknięciu pozycji. Decyzja powinna była jednak zapaść dużo wcześniej, a wybrany moment często okazuje się najgorszym z możliwych.
Z pomocą przychodzą zlecenia
Podstawowym narzędziem inwestorów, którym zdarza się przetrzymywać stratną pozycję dłużej niż zakładali, powinny być zlecenia z limitem aktywacji, określane także mianem "stop". Za ich pomocą, już w chwili wejścia na rynek, można zautomatyzować proces zamknięcia pozycji. Istota ich działania jest prosta. W przypadku zleceń kupna do aktywacji dochodzi wtedy, gdy kurs wzrośnie do określonego poziomu, a w przypadku zleceń sprzedaży - gdy spadnie. Z reguły inwestor ma też możliwość podjęcia decyzji, jak ma być zrealizowane zlecenie po jego aktywacji. Może się to odbyć po każdej cenie (PKC) - mówi się wtedy o zleceniach z limitem aktywacji PKC (stop-loss, stop-market).