Zamieszanie powstało po tym, jak w komunikacie Kancelarii podano, że Aleksander Kwaśniewski podpisał nowelizację ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z 27 lipca. Sejm uchwalił wówczas - wbrew rządowi - przedłużenie praw górników do świadczeń uzyskiwanych po 25 latach pracy pod ziemią (przepisy mają obowiązywać od 2007 r.). Ministerstwo Polityki Społecznej planowało tymczasem zastąpienie wcześniejszych emerytur świadczeniami pomostowymi. Resort obliczył więc, że utrzymanie obecnych przepisów oznacza w 15-letniej perspektywie dodatkowe koszty 90 mld zł.
Ma czas do namysłu
Okazało się jednak, że prezydent podpisał inną nowelizację tej samej ustawy - z 28 lipca. Wprowadza ona korzystniejsze zasady waloryzacji rent i emerytur. Likwiduje bowiem sztywny algorytm urealniania świadczeń na rzecz arbitralnie ustalanego wskaźnika, nie niższego niż poziom inflacji.
Wciąż jednak nie wiadomo, jakie będą losy górniczych przywilejów. Z wypowiedzi A. Kwaśniewskiego nie wyłania się jasny obraz: - Jedna szkoła mówi o tym, że należałoby to rozwiązać kompleksowo. Druga szkoła uważa, że jednak są grupy, które pracują w dosyć różnych warunkach i trzeba je traktować indywidualnie, natomiast powinny się mieścić w całym systemie jako rozwiązania przejściowe. Sprawa jest trudna. Będę jeszcze rozmawiał - powiedział prezydent Kwaśniewski wczoraj w radiowej "Trójce". Czas na podjęcie decyzji ma do piątku.
O podpisanie ustawy zaapelowały zniecierpliwione związki zawodowe górników.