Reklama

Wtajemniczony

Analiza informacji finansowych to jedna rzecz, ale prześwietlenie stanu ducha osoby najbardziej poinformowanej o finansach firmy może być nieporównywalnie bardziej trafne

Publikacja: 18.08.2005 08:26

Mam przed sobą wiceprezesa do spraw finansowych spółki giełdowej. Zaprosiłem go na spotkanie, aby omówić ofertę pracy u innego pracodawcy. Siedzi przede mną spokojny i cichy, ale nie potrafię rozpoznać, czy jest spięty, czy bardzo pewny siebie. Rozmowa nie jest płynna. Mam problemy z uzyskaniem od niego wystarczająco dużo odpowiedzi, aby ocenić, czy jest nie tylko dobrym fachowcem finansowym, ale też, czy posiada umiejętności myślenia strategicznego. Zadaję mu pytania, jak np. "Jakie czynniki są kluczowe dla sukcesu pańskiej firmy?", "Jak firma definiuje swój rynek i pozycje relatywne w stosunku do innych graczy?", "Czy pana pobory zawierają bonus roczny i od czego jest uzależniony?". Przy ostatnim pytaniu kandydat sztywnieje i odpowiada na moje pytanie pytaniem:

- Czy pan inwestuje na giełdzie?

- Nie. Nawet mogę powiedzieć, że nigdy.

- Wie pan o co mi chodzi?

- Domyślam się, ale proszę się uspokoić. Moim zamiarem jest tylko ocena pana pod względem wymagań mojego klienta.

Reklama
Reklama

- A co mi zapewni, że takie informacje nie posłużą w innym celu?

- Jeśli nie ma pan zaufania do mnie, proponuję, żeby podał pan wyłącznie takie informacje, które nie mogą mnie skłonić do przestępstwa "insider trading".

- Mam czym się chwalić, a nie wszystkie moje osiągnięcia można rozpoznać, czytając publiczne informacje wydawane przez moją firmę. Nawet powiedziałbym, że moja wartość jest głównie tym, do czego inwestorzy nie mają dostępu.

- Rozumiem dylemat: ani za mało, ani za dużo informacji. Ale każdy kandydat u mnie ma taki dylemat: ma siebie sprzedawać, ale nie może sprzedawać tajemnic firmy.

- Pan jest świadomy, że świat finansów wymaga coraz większego rygoru w udzielaniu informacji.

- Ale pan przecież nie powie mi, czy następne ogłoszenie wyników ma być katastrofą, czy miłą niespodzianką.

Reklama
Reklama

- Oczywiście, że nie. Ale jeśli pan by wyczuł, jak bardzo chciałbym zmienić pracę, czy nie mógłby pan wyciągnąć z tego wniosków na temat wyników firmy?

- To nie byłaby informacja, ale moja intuicja.

- Po angielsku "in-tuition", czyli instrukcja z wnętrza. Nic bliższego niż "insider"!!!

- Chyba zaczynam rozumieć, o co panu chodzi. Analiza informacji finansowych to jedna rzecz, ale prześwietlenie stanu ducha osoby najbardziej poinformowanej o finansach firmy może być nieporównywalnie bardziej trafne.

- Dokładnie.

- Taka opinia mogłaby zrewolucjonizować zawód "head huntera". Niedługo prawo będzie wymagać od niego zaświadczenia, że nie inwestuje na giełdzie.

Reklama
Reklama

- Rewolucja już się toczy na giełdach całego świata. Proszę popatrzeć, co dzieje się w zawodzie audytora.

- Coraz więcej ślepych regulacji, które wszędzie kosztują coraz więcej.

- Nie wiem, dokąd to prowadzi. Czy będzie większe bezpieczeństwo dla naszych inwestorów, czy jeszcze mniej zysków?

- Nigdy dotąd nie patrzyłem na zasady etyki mojego zawodu z perspektywy inwestorów giełdowych. Od piętnastu lat prowadzę rekrutacje. Pan jest pierwszą osobą, która poruszyła ten temat.

- Chyba wszyscy się zasłaniają. Jestem ciekawy, co by się stało, gdyby pan napisał o tej rozmowie w pańskim felietonie w Parkiecie.

Reklama
Reklama

Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama