Obroty i zmienność na środowej sesji zachęcają raczej do politycznych, niż giełdowych analiz. Oczywiście media podadzą, że to podpisanie ustawy górniczej (ręce opadają!) oraz słabe dane z USA wywołały spadki na GPW. Ile w tym prawdy pokazuje najlepiej wtorkowa sesja, która była przecież analogicznym wzrostem, a wszystko jeszcze zanim po rynku rozeszło się dementi co do podpisu prezydenta. Tak naprawdę wczoraj po prostu nie było zagranicznych inwestorów i kursy wielu spółek były przypadkowe.
W dłuższym terminie absolutnie nie należy zapominać ani podpisie prezydenta, ani o inflacji w USA. To będą czynniki, które mogą (nie muszą - ustawa może być zaskarżona, a w USA to dopiero pierwsze zwiastuny inflacji) mocno przecenić rynki akcji. Dla nas mogłoby to być szczególnie bolesne, bo trend ustalają zagraniczni inwestorzy, a dla nich coraz wyższe rentowności obligacji w USA i coraz odleglejsza perspektywa Polski w strefie euro, będą mocnym argumentem za ucieczką z GPW.
Patrząc na rynek z punktu widzenia analizy technicznej, to od początku sierpnia budujemy małą formację głowy z ramionami, której szczyt wypadł w zeszłym tygodniu. Celowo piszę "małą", bo choć jest to formacja szczytowa, to zasięg spadku z niej wynikający daje jedynie test lutowo/marcowych szczytów, czyli nawet nie doszlibyśmy do zniesienia 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej w maju. Osobiście jestem zwolennikiem scenariusza takiej korekty, ale wciąż powszechny pesymizm nie pozwala mi zachęcać czytelników do odzwierciedlenia tego poglądu w rynkowej pozycji. Najrozsądniej obecnie jest poczekać na wyraźniejsze przetasowania w portfelach zachodnich inwestorów. Na razie dość ciężko zarządzającym zinterpretować polityczno/górnicze harce, co widać chociażby po reakcjach rynku walutowego.