Pod koniec lipca Sejm przyjął kontrowersyjne przepisy o rekompensacie podwyżki VAT z 7 na 22%, począwszy od 1 maja 2004 r. Zgodnie z ustawą, osoba indywidualna, która kupiła budulec już po nowej cenie, mogłaby się ubiegać się o wyrównanie podwyżki. Okazywałaby wtedy w urzędzie skarbowym fakturę zakupu. Honorowane miały być wszystkie transakcje od maja 2004 r., aż do końca 2007 r. (czeka nas wtedy kolejna reforma VAT).
Wczoraj okazało się, że prezydent nie poprze takiego rozwiązania. - Przepisy te są groźne dla budżetu. Kumulacja wszystkich wydatków - szacowanych na kilka miliardów złotych - pojawiłaby się już w 2006 r. - tłumaczył Waldemar Dubaniowski, szef gabinetu A. Kwaśniewskiego. Pytany, dlaczego jednak głowa państwa zgodziła się na jeszcze droższe przedłużenie praw do wcześniejszych emerytur górniczych (6-7 mld zł rocznie), W. Dubaniowski odpowiadał. - Tamta ustawa wchodzi w życie dopiero w 2007 r., jest więc czas na ograniczenie wydatków. W przypadku VAT na uchronienie budżetu nie ma już szans.
Kierując ustawę z powrotem do Sejmu prezydent wiedział, że na zwołanie dodatkowego posiedzenia nie zgodzi się marszałek Włodzimierz Cimoszewicz. - Nic takiego nie planuję - zapewniał dziennikarzy. Mimo to partie opozycyjne spróbują zmusić W. Cimoszewicza do zmiany decyzji. - To jakaś chora sytuacja, że w takim przypadku musimy być dalej na przymusowym urlopie - mówi Łukasz Abgarowicz, poseł PO zajmujący się budownictwem.
Posłowie dysponują poparciem całej branży budowlanej, która przypomina, że osłony inwestorów przed podwyżką VAT-u obiecywał jeszcze rząd Leszka Millera. W końcu stosowny projekt przygotowali posłowie PO i PiS. Resort finansów przyznawał otwarcie, że nie umie policzyć kosztów reformy. Podawał tylko szacunki 1,64-32,8 mld zł. W końcu, po ograniczeniu przez Sejm rekompensaty do około 22 tys. w przypadku budowy i 10 tys. zł w przypadku remontu mieszkania, MF oszacował wydatki na 4,5 mld zł, w tym 1,5-2 mld zł w roku 2006. Niespodziewanie w ostatni piątek minister finansów Mirosław Gronicki przedstawił nowe obliczenia: 4,5-18 mld zł. Według MF, górny pułap to scenariusz "pesymistyczny" - wtedy o zwrot wystąpi aż 10 mln osób. Sama niepewność co do decyzji prezydenta zahamowała prace nad przyszłorocznym budżetem.