Gwałtowny wzrost notowań złotego, jaki zaczął się pod koniec środowej sesji, był wczoraj kontynuowany. Euro spadło o 3 gr i pierwszy raz od marca tego roku kosztowało mniej niż 4 zł. Pod koniec dnia płacono za nie 3,984 zł. W większym stopniu ucierpiał dolar, który osiągnął 3,2 zł i był tańszy o 5 gr niż w środę. Duży popyt na naszą walutę można wiązać z umocnieniem euro na świecie oraz wzrostem na giełdach i rynkach obligacji, jaki ma miejsce w tym tygodniu.

Euro szybko zyskiwało wobec dolara drugi dzień z rzędu. Wczoraj poszło w górę o 1 cent i zbliżyło się do szczytu z pierwszej polowy sierpnia. W sumie przez dwa dni notowania wspólnego pieniądza podniosły się o 2,5 centa. Wczoraj pomogły im kolejne niedobre doniesienia z amerykańskiej gospodarki. Indeks aktywności przemysłowej obniżył się, choć spodziewano się, że wzrośnie. Jednocześnie podano, że stopa oszczędności była w lipcu ujemna. To oznacza, że Amerykanie, aby podtrzymać konsumpcję, zaczynają sięgać do zgromadzonych wcześniej nadwyżek. Analiza techniczna jednak przemawia przeciwko przebiciu przez EUR/USD poziomu 1,254.