W grę wchodzą spore pieniądze. Według "Wall Street Journal", eBay jest gotów zapłacić 2-3 mld USD, a według "New York Post" kwota transakcji może sięgnąć nawet 5 mld USD. Z przecieków wiadomo, że teraz rozmowy dotyczą najbardziej drażliwych kwestii i w każdej chwili mogą się załamać. Rzecznicy obu spółek nie udzielają komentarzy.
Zlokalizowany w Luksemburgu Skype produkuje oprogramowanie, które umożliwia internautom darmowe rozmowy między sobą, a także tanie dzwonienie na "zwykłe" telefony stacjonarne i komórkowe. O spółce - założonej przez Szweda Niklasa Zennstroma i Duńczyka Janusa Friisa, wcześniej znanych z kontrowersyjnego oprogramowania od wymiany plików KaZaA - już od jakiegoś czasu mówi się, że prowadzi negocjacje z firmami chętnymi ją kupić. Dotychczas inwestują w nią fundusze podwyższonego ryzyka, takie jak Fisher Jurvetson czy Bessemer Venture Partners.
Według amerykańskiej prasy, dla eBaya, największego serwisu aukcyjnego w internecie, przejęcie Skype?a wiązałoby się z drastyczną zmianą strategii. Dotychczas spółka dokonywała akwizycji i inwestowała w przedsięwzięcia, które stanowiły tylko uzupełnienie jej podstawowego biznesu: rozszerzyła ofertę o ogłoszenia drobne i dotyczące najmu nieruchomości czy porównywanie cen produktów. Trzy lata temu przejęła firmę PayPal, która obsługuje internetowe płatności. Potencjał internetowego rynku aukcyjnego powoli się już jednak wyczerpuje.
Dlatego teraz eBay, którego giełdowa wartość spadła w tym roku o blisko jedną trzecią, najwyraźniej chce podążyć tropem konkurencyjnych portali Google czy Yahoo! Obie spółki ciągle próbują sił w nowych segmentach internetowej działalności oraz rozwijają się poza granicami USA - np. Google wypuściło na rynek swój własny komunikator internetowy, a Yahoo! zaledwie miesiąc temu zainwestowało miliard dolarów w chińską firmę Alibaba.com, zajmującą się internetowym handlem. Wczoraj akcje eBaya na otwarciu sesji w Nowym Jorku spadły o 5,3% i za jedną trzeba było zapłacić 38,57 USD.