Reklama

W Ameryce bez zmian

Spadek cen ropy naftowej pozwolił amerykańskiej giełdzie na odrobienie większości sierpniowych strat. Bez echa przeszły bardzo niepokojące dane o coraz mniejszym wzroście wydajności pracy i szybszym zwiększaniu się kosztów pracy.

Publikacja: 10.09.2005 08:50

Pozostająca na niskim poziomie zmienność amerykańskiego rynku - ATR z 5 sesji podniósł się od majowego minimum przy 6,5 pkt do zaledwie 11 pkt - przypomina sytuację ze stycznia tego roku. Wtedy również 5-sesyjny ATR zdołał ledwie przekroczyć 11 pkt, gdy we wcześniejszych falach spadkowych sięgał 13-15 pkt, i to przy niższych wartościach S&P 500. To mogłoby wskazywać, że indeks zdoła nieznacznie przebić sierpniową górkę. To, czy tak się rzeczywiście stanie, będzie najprawdopodobniej zależeć od zachowania dziennego MACD. Wskaźnik spadł dwa tygodnie temu poniżej poziomu równowagi. Jego ewentualny powrót do strefy wartości dodatnich przemawiałby za osiągnięciem nowego szczytu. O tym, że ważą się losy średniookresowej tendencji informuje tygodniowy MACD, który balansuje na wysokości średniej. Tak samo zresztą było w styczniu. Tym razem jednak na wskaźniku widoczna jest już nie pojedyncza, a podwójna negatywna dywergencja. To przemawia przeciwko ustanowieniu nowego maksimum.

Koszty pracy rosną

coraz szybciej

Ostatnie kwartały przynoszą wyraźny wzrost kosztów pracy w USA. Średnia z 4 kwartałów zbliża się do szczytu z 2000 r. Jednocześnie maleje tempo poprawy wydajności pracy. Przeciętnie w ostatnich 4 kwartałach wynosiło 2,2%. Od 1998 r. bariera 2% nie została ani razu sforsowana. Rok temu wydajność rosła w blisko dwa razy szybszym tempie, koszty nie zmieniały się. Bezsprzecznie za wcześnie jest jeszcze bić na alarm, ale już obecne poziomy obu wskaźników mogą mieć przełożenie na to, jak potoczą się zdarzenia na rynkach finansowych. Przyspieszenie wzrostu kosztów pracy jest bardzo wyraźne. Z jednej strony grozi większą inflacją, z drugiej - słabszymi wynikami firm. Fed z dużą uwagą obserwuje zmiany kosztów pracy - dalsze podwyżki stóp są zatem bardzo prawdopodobne, nawet wtedy, gdy na najbliższym posiedzeniu ze względu na efekty huraganu nastąpi tymczasowa przerwa. W 2000 r., gdy podnoszenie się kosztów pracy następowało w podobnym do obecnego tempie, koszt pieniądza był o 3 pkt proc. wyższy niż obecnie.

Jeśli do tego dodamy możliwy impuls inflacyjny związany z ostatnim wzrostem cen paliw, a także negatywny wpływ tego ostatniego czynnika na bilans handlowy i obrotów bieżących, to okazuje się, że przed nami rysuje się tylko jedna alternatywa: amerykańska gospodarka zacznie jeszcze wyraźniej zwalniać albo cykl podwyżek stóp procentowych zakończy się na wyraźnie wyższym poziomie, niż się teraz wszyscy spodziewają. Żaden z tych scenariuszy nie jest korzystny dla rynku akcji.

Reklama
Reklama

Dolar potwierdza niepewność

Wyraźny spadek dolara z przełomu sierpnia i września podtrzymał niepewność co do dalszych jego notowań. Wciąż nie wiemy, czy ostatnie miesiące roku przyniosą kontynuację trendu rosnącego z pierwszej połowy roku. Niejasna sytuacja jest odbiciem wątpliwości, jakie pojawiły się w odniesieniu do przyszłej polityki monetarnej Fed. W obawie przed ekonomicznymi skutkami huraganu pojawiły się nawet opinie, że może dojść do obniżki kosztów pieniądza, która wspomogłaby gospodarkę. Jednak na nic takiego się nie zanosi. W efekcie wyjście kursu euro ponad sierpniowy szczyt okazało się krótkotrwałe. W tym tygodniu notowania wróciły poniżej 1,247, czym potwierdziły wskazania dziennego MACD, na którym ukształtowała się negatywna dywergencja. Teraz trzeba spodziewać się ataku na linię trendu wyprowadzoną z lipcowego dołka. To ona zatrzymała zniżkę euro w drugiej połowie ubiegłego miesiąca. Skoro odbicie nie okazało się trwałe, jest bardzo prawdopodobne, że dojdzie do jej przełamania. To kończyłoby dwumiesięczną korektę (wzrost z przełomu sierpnia i września dopełnił ruch do 38,2-proc. zniesienia półrocznego spadku) i oznaczało kontynuację deprecjacji wspólnej waluty, trwającą od początku roku. Mogłaby ona sprowadzić euro nawet w pobliże 1,1 USD, choć na dziś lepiej przyjąć założenie, że byłoby to 1,157, gdzie znajduje się 38,2--proc. zniesienie kilkuletniej deprecjacji dolara.Co realizacja takiego scenariusza oznaczałaby dla inwestorów giełdowych? Bez wątpienia pogorszyłoby to położenie eksporterów. Od trzech miesięcy roczna średnia kursu EUR/USD nie zmienia się. Ewentualny spadek wspólnej waluty spowodowałby, że pierwszy raz od ponad trzech lat średnia zaczęłaby iść w dół. To ostatecznie potwierdziłoby, że warunki funkcjonowania amerykańskich korporacji stały się znacznie trudniejsze. W pierwszej połowie roku, pomimo deprecjacji euro, przeciętne notowania z ostatnich 12 miesięcy ciągle się podnosiły.

Jednocześnie umocnienie dolara należałoby traktować jako wyraz przekonania inwestorów co do dalszego zaostrzania polityki pieniężnej. To zaś powodowałoby presję na ceny długoterminowych obligacji. Dziś trudno cokolwiek prognozować. W ostatnich miesiącach pojawiało się już tyle mylnych sygnałów, a notowania i tak nie były w stanie przed dłuższy czas podążać w jednym kierunku. Przypomnijmy jednak, że odporność obligacji o długich terminach zapadalności na rosnące stopy procentowe wiązano między innymi ze zwiększającą się wydajnością pracy, która pomagała utrzymać inflację na niskim poziomie. Równocześnie dalsze podwyżki stóp przekładałyby się na wzrost rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych, co pogarszałoby warunki funkcjonowania banków (w uproszczeniu: finansują się na krótkim końcu krzywej rentowności, natomiast ich dochody zależą od długiego końca krzywej). Ten sektor ma największy udział w S&P 500 i jego słabość przez ostatnie półtora roku to jedna z głównych przyczyn, dla których ten indeks nie może oddalić się od szczytu ustanowionego w I kwartale 2004 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama