Od początku września fabryka stoi. Zarząd obawia się, że w dłuższej perspektywie spółka zacznie tracić rynki zbytu. Po fiasku piątkowych negocjacji, zwrócił się z apelem do pracowników o podjęcie produkcji. W razie odmowy, władze Wyborowej zapowiedziały podjęcie "innych rozwiązań zapewniających stałą produkcję". Według Sławomira Naderża, sekretarza komitetu zakładowego, oznacza to nic innego, jak "łamanie protestujących" lub wprowadzenie do fabryki zewnętrznych pracowników. - Jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatów, nie wykluczamy takiej możliwości. Ale nie przesądzajmy, za wcześnie o tym mówić - mówi nam Andrzej Szumowski, wiceprezes Wyborowej.

Przewodnicząca zakładowego NSZZ Ewa Szajstek pokłada nadzieje w nowej rundzie negocjacji. W przypadku niepowodzenia, związkowcy są jednak skłonni dalej walczyć. - Sprawę traktowania nas przez zarząd firmy nagłośnimy w mediach i zawiadomimy o sytuacji europejskie struktury związkowe i polityczne - powiedział S. Naderża.

Zarząd firmy w ostatnich propozycjach zredukował liczbę osób przewidzianych do zwolnienia do 99 (była mowa o 119). Zwalnianym zaproponowano udział w programie dobrowolnych odejść. Najstarsi pracownicy mogliby liczyć na odprawy w wysokości 22-miesięcznych wynagrodzeń. Związkowcy nie chcą słyszeć o grupowych zwolnieniach. Pracownicy są gotowi na obniżenie wynagrodzeń, żeby zachować jak największą liczbę miejsc pracy. Zarząd się nie zgadza. - Nieprzejednane stanowisko związkowców może doprowadzić do przeprowadzenia jeszcze głębszej restrukturyzacji zatrudnienia - ostrzega A. Szumowski.

PAP