Dodał, że mimo wszystko pójdzie na rozmowy z PO. "Namawiamy naszych przyjaciół, by do rozmów na temat nowego rządu wyznaczyli osobę niezwiązaną z prezydencką kampanią wyborczą" - powiedział także kandydat na premiera.
Podkreślił, że nie jest "premierem na chwilę", co sugeruje PO.
Politycy Platformy obawiają się bowiem, że w przypadku przegranej honorowego prezesa PiS-u Lecha Kaczyńskiego z szefem PO Donaldem Tuskiem w wyborach prezydenckich (9 i 23 października) na czele rządu stanie jednak szef PiS-u Jarosław Kaczyński. Przyznają jednak, że zaakceptują taką zmianę.
Tusk zaproponował w środę spotkanie w sprawie tworzenia nowej koalicji z braćmi Kaczyńskimi po to, by poznać ich intencje. Tymczasem Lech Kaczyński odpowiedział, że nie będzie brał udziału w tworzeniu koalicji rządowej i ograniczy się do prowadzenia kampanii prezydenckiej.
Marcinkiewicz zapowiedział w środę, że uzgodnienia co do składu i struktury jego rządu rozpoczną się 10 października. Wcześniej, od czwartku do 7 października, mają odbywać się spotkania ekspertów obu partii, mające na celu wypracowanie wspólnego programu.