Najchętniej kupilibyśmy właśnie Opoczno. Zgłaszałem Enterprise Investors (właściciel 48,4% akcji - przyp. red.) zainteresowanie zakupem ich pakietu za rozsądną cenę. I dopóki EI będzie właścicielem tego pakietu, będziemy zgłaszać takie zainteresowanie. Jeśli go komuś sprzeda, będziemy zapewne zainteresowani zakupem tych akcji od nowego właściciela. Z naszego punktu widzenia, taka transakcja to kwestia czasu i ceny, bo przecież Enterprise Investors to inwestor finansowy, który chce swój pakiet sprzedać.
Rozumiem, że dotychczas nie dogadaliście się co do ceny?
Panowie z Enterprise Investors nie podejmują z nami dyskusji. Dzwonię do nich, wyrażając nasze zainteresowanie, ale na takim telefonie, raz na kwartał, się kończy. Zresztą po tym kwartale na pewno znowu do nich zadzwonię.
Czy obecna wycena rynkowa Opoczna, czyli kurs w okolicach 40-45 zł, jest dla Pana atrakcyjna, z punktu widzenia potencjalnego inwestora branżowego?
Nie wierzę w to, żeby znalazł się inwestor branżowy, który kupiłby Opoczno powyżej obecnego kursu. Nie w sytuacji, w jakiej znajduje się teraz ta fabryka. Oczywiście znane są atuty Opoczna - firma ma bezdyskusyjnie bardzo znaną markę, ma tradycję. Ale nie zapominajmy, że w ostatnim okresie została - że tak powiem - dosyć istotnie wyeksploatowana finansowo (przed wejściem na giełdę Opoczno wypłaciło ponad 170 mln zł dywidendy, pieniądze pochodziły również z kredytu bankowego - przyp. red.).
Plany ekspansji Opoczna na Wschód, przez przejmowanie istniejących producentów, odbieram jako sposób ucieczki do przodu. Czy się powiedzie? Czy przejmowanie za wszelką cenę nie najnowocześniejszych fabryk jest właściwą ścieżką? To się okaże. Pamiętajmy, że w tej branży najistotniejsza jest jakość produktu i sieć sprzedaży. Marka jest istotna, ale jakości nie zastąpi, a nie zawsze jest jej synonimem. Płytki ceramiczne są po trosze produktem "no name" - jak wejdziemy do gotowej łazienki, to nie wiemy, czy ułożone są w niej płytki Opoczna, Cersanitu czy może Marazzi. Nikt nie umieszcza na płytkach swojego logo...
A czy poza Enterpise Investors dzwoni Pan też z ofertą do innych właścicieli krajowych producentów płytek?
Zasadniczo nie ma nic do sprzedania.
A Paradyż?
Ceramika Paradyż to firma na bardzo wysokim poziomie, posiadająca noJest na pewno bardzo ciekawą firmą, od początku działającą jako prywatna. Kulturowo dużo bardziej zbliżona do nas niż Opoczno. Ma dwóch prywatnych właścicieli (Stanisław Tępiński i Leszek Wysocki - przyp. red.). Jeśli chcieliby sprzedać spółkę, to zapewne wiedzą, że my bylibyśmy zainteresowani jej kupnem. Nie sądzę jednak, żeby w ogóle mieli taki zamiar.
Przed ofertą publiczną Barlinka oficjalnie zadeklarował Pan, że nie zamierza zmniejszać zaangażowania kapitałowego w spółce przez co najmniej dwa lata. A co z pozostałymi firmami giełdowymi, w których ma Pan większościowe udziały? Jak długo zostanie Pan jeszcze z Cersanitem czy Echo Investment?
Nie mam teraz pomysłów na interesy, które byłyby bardziej rozwojowe niż te, w których jestem obecny. Nie mam w związku z tym istotnych potrzeb finansowych. Cersanit ma bardzo dobre perspektywy, podobnie Echo.
Tak naprawdę we wszystkich tych firmach ogranicza nas strona menedżerska. Brakuje nam ludzi, a nie wiedzy o rynku, o tym, jak budować fabryki czy jak sprzedawać. Mamy bardzo dobrych menedżerów, ale żeby dalej dynamicznie się rozwijać, potrzebujemy dużo więcej dobrych ludzi.
To już druga podczas naszej rozmowy złożona przez Pana oferta zatrudnienia...
Nawet apel. Bo to brak odpowiednich ludzi, a nie kapitału, nas ogranicza. To jest nasza pięta achillesowa. Naprawdę potrzebujemy nowych, kreatywnych pracowników.
Mówi Pan, że nie ma na razie pomysłów na bardziej rozwojowe interesy. A jaki jest Pana pomysł na Dwory? Skupił Pan już prawie 1/4 wszystkich akcji tej spółki.
Na dzisiaj nie mam żadnego sensownego pomysłu na biznes Dworów.
A jeżeli chodzi o Pana zaangażowanie kapitałowe w tę spółkę, będzie Pan je zwiększać?
Jestem całkowicie otwarty. Jeżeli ktoś się do mnie zgłosi i zaproponuje premię, to mogę sprzedać swój pakiet. Jednocześnie nie wykluczam zwiększania swojego zaangażowania przy atrakcyjnych cenach.
Dla mnie Dwory dzisiaj to trudny temat, trochę rozczarowałem się dysproporcją między zeszłorocznymi wynikami firmy a tegorocznymi. Prognoza została bardzo późno skorygowana, a przypuszczam, że wiedza na ten temat funkcjonowała w firmie wcześniej.
To dlatego dotychczasowy prezes musiał odejść?
Myślę, że prezes Ingielewicz pracował w Dworach długo, restrukturyzował je i uznał w pewnym momencie, że jego misja się skończyła, więc postanowił odejść. To cały mój komentarz.
Ma Pan już kandydata na to stanowisko? Jak rozumiem, Mariusz Waniołka został delegowany do pełnienia funkcji prezesa tylko na pewien okres?
Potrzebuję Mariusza w mojej organizacji, dlatego nie może być na stałe w Dworach. Ten stan jest przejściowy. Szukamy kandydata na stanowisko prezesa Dworów. Szukamy go zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz firmy. Jestem otwarty na kandydatury... I znowu mamy apel... (śmiech). Tym razem na konkretne stanowisko.
Skąd się jednak wzięło Pana zainteresowanie Dworami? Wchodząc w Barlinek wypatrzył Pan niszę, przestawił profil działalności, skupił się na produkcji deski podłogowej. Cersanit, jak go Pan kupował, zajmował się tylko ceramiką sanitarną. Później wszedł w segment płytek i mebli łazienkowych...
Ale ja tę niszę w Barlinku wypatrzyłem dopiero po jego kupnie. Dopiero jak go kupiłem, zobaczyłem, co i jak on właściwie robi. Nauczyłem się podstaw technologii obróbki drzewa. I dopiero później powstał pomysł, jak z tartaku, który niejako przypadkiem wytwarzał deskę, zrobić ekologiczną firmę produkującą tylko deskę podłogową, do tego wysokiej jakości.
W Cersanicie również nauczyliśmy się najpierw produkować wysokiej jakości ceramikę sanitarną, a dopiero później postanowiliśmy produkować pozostałe elementy wyposażenia łazienki. Pomogła w tym wnikliwa obserwacja rynku i zdobyte doświadczenia.
Natomiast jeśli chodzi o Dwory, to jeszcze tej firmy nie znam. Miałem bardzo ograniczony dostęp do informacji, powiem nawet, że był on blokowany. Dlatego nie miałem w pełni kompletnych i rzetelnych informacji o funkcjonowaniu tej firmy. Na razie jestem na takim etapie, że mam odpowiednio duży pakiet, żeby poprzez działalność rady nadzorczej dowiedzieć się czegoś więcej o firmie i spróbować znaleźć na nią rozsądny pomysł. Mój pakiet akcji w Dworach jest na tyle bezpieczny, że nie ryzykuję dużo, a zarazem na tyle istotny, że jeśli znajdzie się inwestor branżowy, będzie zapewne się musiał ze mną porozumieć.
Echo i Cersanit są notowane teraz przy historycznych maksimach. Akcje Barlinka sprzedały się w ofercie na pniu. Czy spółka Ultra Pack będzie kolejnym "cudownym dzieckiem" Michała Sołowowa i trafi na giełdę?
Firma Ultra Pack ma ograniczenia wynikające z branży, w której działa. Produkuje opakowania i tekturę falistą. Są to produkty duże objętościowo, ale nieznaczne wartościowo. Do Ultra Packu przyjeżdża codziennie kilkadziesiąt TIR-ów, odbiorców towaru, ale tego nie widać w pieniądzu. Co prawda, roczna sprzedaż firmy to około 120 mln zł, ale 1 m2 tektury kosztuje poniżej złotówki. Ultra Pack jest ograniczony terytorialnie. Żeby go rozwijać, trzeba by budować podobne fabryki w innych regionach, ewentualnie przejmować inne firmy - być może to byłby pomysł na jej rozwój...
Wracając do pytania, zamierza Pan wprowadzić Ultra Pack na giełdę?
Raczej nie. Wartość tej firmy niewątpliwie rośnie, ale nie jest ona na tyle "sexy", żeby mogła stworzyć dla inwestorów jakąś silną perspektywę rozwojową. Przyjmując, że za jakiś czas osiągnie 150 mln zł sprzedaży i będzie miała najlepszą rentowność w branży, to będzie koniec. Ze względu na wspomniane już ograniczenia. To nie jest zły interes. Może być zyskowny, ale po osiągnięciu pewnego pułapu nie będzie mógł się rozwijać.
Podobnie było kiedyś z jedną z moich firm w Kielcach. Miałem "Echo Dnia", które było zyskowne. Przez 15 lat przynosiło co roku prawdziwe pieniądze. Ale osiągnęło pułap, którego przekroczenie było już niemożliwe. Ale przecież nie wszystkie firmy muszą mieć ogromne perspektywy, wystarczy, żeby zarabiały dobre pieniądze.
Zostańmy przy rynku wydawniczym. Na bazie "Życia Warszawy" zamierza Pan stworzyć ogólnopolski dziennik opiniotwórczy. Czy ma on odebrać czytelników "Rzeczpospolitej" oraz "Gazecie Wyborczej"? Jeśli tak, to w jaki sposób? A może, jest jeszcze dużo miejsca na nowy tytuł w tym segmencie?
Na każdym rynku, który jest zmonopolizowany, zawsze jest miejsce na stworzenie alternatywy. A rynek gazet opiniotwórczych jest mocno zmonopolizowany. "Gazeta Wyborcza" to firma na niezwykle wysokim poziomie. To naprawdę doskonały produkt i doskonały marketing produktu. Dla "Gazety Wyborczej" zasadniczo nie ma konkurencji. "Rzeczpospolita" nią nie jest. To, o czym myślimy, to danie ludziom możliwości wyboru, zaoferowanie alternatywnej opinii, trochę innego spojrzenia na to samo zdarzenie. Pomysł na sprzedaż naszego produktu to przede wszystkim pomysł na współczytelnictwo. Liczymy na to, że ktoś, kto teraz kupuje "Gazetę Wyborczą", sięgnie również po drugą gazetę. Tak samo jest z telewizją - oglądamy programy informacyjne w "Jedynce", w Polsacie czy w TVN, bo to pozwala obejrzeć rzeczywistość z trzech różnych "ujęć". Proszę zwrócić uwagę, jak różny może być obraz tego samego zdarzenia w "Wiadomościach" TVP1 i w "Faktach" TVN.
Taki jest też nasz pomysł. Nie zakładamy, że będziemy gazetą lepszą od "Gazety Wyborczej", bo to jest praktycznie niemożliwe.
Kiedy nowy tytuł będzie można kupić w kioskach? Z jakim nakładem wyjdziecie?
O tym nie chciałbym mówić, gdyż jest to tajemnica handlowa. Konkurencja, dysponująca dużymi kapitałami, nie śpi, a jest to bardzo trudny projekt. Jego marketing jest obiektywnie ogromnym wyzwaniem.
Powiem tylko, że jest to już bardzo zaawansowany projekt. Jeśli chodzi o kwestię redakcyjną, to myślę, że damy sobie radę. Mamy bardzo obiecujący zespół (jego szefem został Paweł Lisicki, wcześniej zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" - przyp. red.). Natomiast pracujemy obecnie nad marketingiem, produkcją, drukiem, kolportażem. Prowadzimy badania rynkowe, robimy próbne wydruki, ale to jeszcze potrwa. Wszystko musimy mieć dopięte na ostatni guzik. Nie możemy sobie pozwolić na falstart. Chcemy, aby czytelnicy zakochali się w nas "od pierwszego wejrzenia".
Mówimy więc nie o tym, ale już o przyszłym roku?
Zdecydowanie tak.
A co się stanie z "Życiem Warszawy"?
Zostanie. To bardzo wartościowy tytuł. Problemem "Życia Warszawy" jest to, że jest gazetą lokalną w stolicy. Wskutek tego stoi okrakiem zarówno w segmencie gazet lokalnych, jak i ogólnopolskich. Jako tytuł lokalny musi konkurować z budżetami marketingowymi i pozycją tytułów ogólnopolskich, dysponując tylko budżetem lokalnym. Natomiast sam tytuł - jako marka - na pewno jest cenny, zostanie jako stołeczny dodatek do naszego ogólnopolskiego dziennika.
Chciałbym poznać Pana opinię na temat wyników wyborów parlamentarnych. Czy jest Pan zadowolony z nowego kształtu parlamentu?
Będziemy rozmawiać o moich preferencjach politycznych?
Pytam o Pana opinię jako biznesmena. Co Panu teraz przeszkadza w prowadzeniu biznesu, a co może się poprawić po wyborach? Czego Pan oczekuje od nowego rządu?
Chętnie powiem Panu, co mi przeszkadza. Polityka monetarna. Mamy najgorzej zarządzaną walutę na świecie. Złoty w 2004 roku umocnił się najbardziej ze wszystkich walut światowych. Tymczasem nie ma żadnego powodu, żeby tak się działo. Co więcej, Ministerstwo Finansów podejmowało i podejmuje działania, które były ewidentnymi interwencjami rynkowymi, zmierzającymi do umocnienia naszej waluty. Tymczasem, z uwagi na ograniczenia rynku wewnętrznego, istotnym elementem funkcjonowania naszej gospodarki jest eksport. Podcinamy sobie gałąź, na której siedzimy. Firmom spadają jednostkowe wpływy z eksportu, a jednocześnie rosną ceny surowców. Wiele branż przestaje zarabiać. To spowalnia rozwój, zniechęca do inwestowania.
Poza tym przeszkadza mi to samo, co wszystkim innym przedsiębiorcom, czyli skomplikowane przepisy, wysokie koszty pracy itd. Zakładam, że koalicja, która zostanie stworzona z PiS-u i PO, poradzi sobie z tymi problemami. Że będzie w stanie obniżyć koszty pracy, obniżyć podatki, zmniejszyć biurokrację, stworzyć państwo bardziej przyjazne przedsiębiorcom. Bo to przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy. Tymczasem przez ostatnie osiem lat byliśmy traktowani jako najgorsza grupa społeczna. Słowo biznesmen było utożsamiane ze słowem złodziej.
Liczę również na to, że zostaną odbiurokratyzowane procesy inwestycyjne. Chodzi tu przede wszystkim o zmianę ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, która jest fatalna. Praktycznie większość decyzji o lokalizacji inwestycji to są teraz decyzje polityczne. Mam nadzieję, że Platforma i PiS dotrzymają obietnic przedwyborczych i zmienią ustawę, co umożliwi prowadzenie inwestycji, zarówno mieszkaniowych, biurowych, handlowych, jak i lokalizowanie fabryk. To jest bardzo ważne, bo poprawi atrakcyjność naszego kraju, zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych inwestorów.
Dziękuję za rozmowę.