Reklama

Praca ciągle mnie pasjonuje

Z Michałem Sołowowem, największym akcjonariuszem m.in. Barlinka, Cersanitu i Echo Investment, z zamiłowania kierowcą rajdowym, rozmawia Krzysztof Woch

Publikacja: 05.10.2005 07:57

W jakiej jest Pan formie przed Rajdem Wawelskim, który rusza w czwartek?

Bardzo dobrej, dziękuję.

Jak Pan zatem ocenia swoje szanse na mistrzostwo Polski?

Są minimalne. Musiałby się wydarzyć bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności - wygrywam cały rajd, wygrywając jednocześnie największą liczbę "oesów" (odcinków specjalnych - przyp. red.), a Kuzaj i Bębenek kończą na miejscach dalszych niż drugie (w klasyfikacji generalnej przed ostatnią rundą Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski mają odpowiednio 24 i 25 punktów, a Michał Sołowow 20 punktów - przyp. red.).

A czy obecna, trzecia pozycja, jest zagrożona?

Reklama
Reklama

Raczej nie. Musiałbym nie dojechać do mety...

Zacząłem od Pańskiego hobby, gdyż poświęca mu Pan bardzo dużo czasu. Gdy akcje Barlinka debiutowały na giełdzie, Pan w tym czasie jeździł w Rajdzie Grecji. Zarządzanie firmami zostawił Pan swoim zaufanym ludziom, a sam nie zasiada już nawet w radach nadzorczych spółek. Z drugiej strony mówi się, że każda, ale to każda decyzja strategiczna należy do Pana. Jak właściwie jest? W jakim stopniu osobiście angażuje się Pan w działalność spółek?

Na pewno w dużym, jestem w końcu znaczącym akcjonariuszem, poza tym jestem pasjonatem pracy. W jakim stopniu się angażuję... A jaką skalę przyjmujemy?

Posłużmy się przykładem. Barlinek zastanawia się właśnie, gdzie powstanie jego pierwsza fabryka zagraniczna. Czy decyzję o lokalizacji podejmie Pan?

Tak, na pewno ja podejmuję takie decyzje. Podejmuję także tysiące decyzji na niższym poziomie albo przynajmniej są one ze mną konsultowane.

W takim razie kiedy poznamy lokalizację zagranicznej fabryki Barlinka, która ma być budowana częściowo za pieniądze od inwestorów giełdowych? I dlaczego będzie to Ukraina?

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, będzie to Ukraina, jeżeli uda nam się porozumieć w sprawie dostaw surowca. Właśnie teraz delegacja Barlinka jest na Ukrainie, by podpisać odpowiednią umowę. Ukraina jest ciekawa z kilku względów. Jest to przede wszystkim duży rynek. Ponadto unia celna z Rosją jest bardzo atrakcyjna, otwiera nam drogę do ekspansji na rynki republik rosyjskich. Niższe są też koszty pracy niż w Polsce, co oczywiście nie jest decydującym czynnikiem, ale na pewno istotnym. Posiadamy już tartak na Ukrainie, czyli jesteśmy obecni na tym rynku - to ułatwienie. Kupiliśmy też grunty. Ponadto Ukraina to dobry region, jeżeli chodzi o zasoby surowca. Dla Barlinka istotny jest dostęp do drewna liściastego, którego nie ma na Północy, w Rosji. Równolegle i niezależnie od Ukrainy przygotowujemy się do projektu w Rumunii. Myślę, że w jakiejś perspektywie czasowej zaczniemy go realizować.

Czy możliwe jest zatem, że Barlinek będzie prowadził jednocześnie tak znaczące inwestycje w dwóch krajach?

Nie sądzę. Nie mamy bowiem tylu sił menedżerskich, żeby dwa takie duże przedsięwzięcia prowadzić w tym samym czasie. Dlatego zapraszam do współpracy z nami wszystkich młodych ludzi z inicjatywą. Jeśli ktoś kończy studia, chce rozpocząć interesującą pracę, wyjechać za granicę, to na pewno nasze firmy będą dla niego ciekawym pracodawcą. Takim, który wymaga, ale i docenia. Takim, przy którym można zarobić przyzwoite pieniądze.

Wracając do Pana pytania, Rumunia jest ciekawym rynkiem. Ma duże zasoby surowca i dodatkowo otwiera drogę dla ekspansji do krajów bałkańskich.

Wychodzenie poza granice kraju jest naturalną koniecznością dla Barlinka. Teraz, eksportując wyroby z Polski, narażeni jesteśmy na ryzyko kursowe, na cła importowe na Wschodzie. Uzależnieni jesteśmy też od jednego, lokalnego rynku surowcowego.

Plany budowy fabryki na Wschodzie dotyczą nie tylko Barlinka, lecz również Cersanitu. Chodzi także o Ukrainę?

Reklama
Reklama

Tak. Prace w tej sprawie są nawet bardziej zaawansowane niż w przypadku Barlinka. Przedstawiciele Cersanitu również wizytują teraz Ukrainę.Co Cersanit będzie produkować na Ukrainie? Tylko płytki?

Będziemy tam robić i płytki, i ceramikę sanitarną. Obie inwestycje ruszą równocześnie.

Kiedy?

Jesteśmy gotowi rozpocząć budowę w każdym momencie. Musimy dokończyć tylko formalności.

Ile będą kosztować te projekty?

Reklama
Reklama

Cersanit to około 200 mln zł, a Barlinek 120-150 mln zł.

Kto wyłoży pieniądze?

Cersanit ma wystarczające środki na koncie. Oczywiście będzie się posiłkować długiem: kredytami bankowymi lub emisją obligacji. Barlinek po emisji również dysponuje niezbędnymi środkami.

Czyli uchwały o splicie akcji Cersanitu nie należy traktować jako przymiarki do emisji nowych akcji?

Nie. Stać nas na sfinansowanie tych inwestycji bez emisji. O ile nie wydarzy się coś zaskakująco niekorzystnego, Cersanit nie będzie potrzebować dla swojej ekspansji dodatkowego kapitału akcyjnego.

Reklama
Reklama

W przypadku Barlinka stawianie własnych fabryk jest dosyć zrozumiałe ze względu na brak potencjalnych podmiotów do przejęcia. Dlaczego jednak Cersanit zdecydował się na rozwój organiczny, a nie akwizycje?

Prowadzimy również rozmowy dotyczące ewentualnych przejęć istniejących producentów.

Konkurent Cersanitu, Opoczno, zapowiada przejęcie producenta płytek w Rosji. Czy możliwe jest, że na jego celowniku znalazł się ten sam podmiot, którym interesuje się Cersanit?

Nie, na pewno "nie bijemy" się w tym przypadku z Opocznem. Przyglądamy się konkurentom zagranicznym, ale nie na Wschodzie. Nawet jeżeli interesowalibyśmy się podmiotem za wschodnią granicą, to nie w takim segmencie asortymentowym co Opoczno.

A w kraju nie chcielibyście kogoś kupić?

Reklama
Reklama

Najchętniej kupilibyśmy właśnie Opoczno. Zgłaszałem Enterprise Investors (właściciel 48,4% akcji - przyp. red.) zainteresowanie zakupem ich pakietu za rozsądną cenę. I dopóki EI będzie właścicielem tego pakietu, będziemy zgłaszać takie zainteresowanie. Jeśli go komuś sprzeda, będziemy zapewne zainteresowani zakupem tych akcji od nowego właściciela. Z naszego punktu widzenia, taka transakcja to kwestia czasu i ceny, bo przecież Enterprise Investors to inwestor finansowy, który chce swój pakiet sprzedać.

Rozumiem, że dotychczas nie dogadaliście się co do ceny?

Panowie z Enterprise Investors nie podejmują z nami dyskusji. Dzwonię do nich, wyrażając nasze zainteresowanie, ale na takim telefonie, raz na kwartał, się kończy. Zresztą po tym kwartale na pewno znowu do nich zadzwonię.

Czy obecna wycena rynkowa Opoczna, czyli kurs w okolicach 40-45 zł, jest dla Pana atrakcyjna, z punktu widzenia potencjalnego inwestora branżowego?

Nie wierzę w to, żeby znalazł się inwestor branżowy, który kupiłby Opoczno powyżej obecnego kursu. Nie w sytuacji, w jakiej znajduje się teraz ta fabryka. Oczywiście znane są atuty Opoczna - firma ma bezdyskusyjnie bardzo znaną markę, ma tradycję. Ale nie zapominajmy, że w ostatnim okresie została - że tak powiem - dosyć istotnie wyeksploatowana finansowo (przed wejściem na giełdę Opoczno wypłaciło ponad 170 mln zł dywidendy, pieniądze pochodziły również z kredytu bankowego - przyp. red.).

Plany ekspansji Opoczna na Wschód, przez przejmowanie istniejących producentów, odbieram jako sposób ucieczki do przodu. Czy się powiedzie? Czy przejmowanie za wszelką cenę nie najnowocześniejszych fabryk jest właściwą ścieżką? To się okaże. Pamiętajmy, że w tej branży najistotniejsza jest jakość produktu i sieć sprzedaży. Marka jest istotna, ale jakości nie zastąpi, a nie zawsze jest jej synonimem. Płytki ceramiczne są po trosze produktem "no name" - jak wejdziemy do gotowej łazienki, to nie wiemy, czy ułożone są w niej płytki Opoczna, Cersanitu czy może Marazzi. Nikt nie umieszcza na płytkach swojego logo...

A czy poza Enterpise Investors dzwoni Pan też z ofertą do innych właścicieli krajowych producentów płytek?

Zasadniczo nie ma nic do sprzedania.

A Paradyż?

Ceramika Paradyż to firma na bardzo wysokim poziomie, posiadająca noJest na pewno bardzo ciekawą firmą, od początku działającą jako prywatna. Kulturowo dużo bardziej zbliżona do nas niż Opoczno. Ma dwóch prywatnych właścicieli (Stanisław Tępiński i Leszek Wysocki - przyp. red.). Jeśli chcieliby sprzedać spółkę, to zapewne wiedzą, że my bylibyśmy zainteresowani jej kupnem. Nie sądzę jednak, żeby w ogóle mieli taki zamiar.

Przed ofertą publiczną Barlinka oficjalnie zadeklarował Pan, że nie zamierza zmniejszać zaangażowania kapitałowego w spółce przez co najmniej dwa lata. A co z pozostałymi firmami giełdowymi, w których ma Pan większościowe udziały? Jak długo zostanie Pan jeszcze z Cersanitem czy Echo Investment?

Nie mam teraz pomysłów na interesy, które byłyby bardziej rozwojowe niż te, w których jestem obecny. Nie mam w związku z tym istotnych potrzeb finansowych. Cersanit ma bardzo dobre perspektywy, podobnie Echo.

Tak naprawdę we wszystkich tych firmach ogranicza nas strona menedżerska. Brakuje nam ludzi, a nie wiedzy o rynku, o tym, jak budować fabryki czy jak sprzedawać. Mamy bardzo dobrych menedżerów, ale żeby dalej dynamicznie się rozwijać, potrzebujemy dużo więcej dobrych ludzi.

To już druga podczas naszej rozmowy złożona przez Pana oferta zatrudnienia...

Nawet apel. Bo to brak odpowiednich ludzi, a nie kapitału, nas ogranicza. To jest nasza pięta achillesowa. Naprawdę potrzebujemy nowych, kreatywnych pracowników.

Mówi Pan, że nie ma na razie pomysłów na bardziej rozwojowe interesy. A jaki jest Pana pomysł na Dwory? Skupił Pan już prawie 1/4 wszystkich akcji tej spółki.

Na dzisiaj nie mam żadnego sensownego pomysłu na biznes Dworów.

A jeżeli chodzi o Pana zaangażowanie kapitałowe w tę spółkę, będzie Pan je zwiększać?

Jestem całkowicie otwarty. Jeżeli ktoś się do mnie zgłosi i zaproponuje premię, to mogę sprzedać swój pakiet. Jednocześnie nie wykluczam zwiększania swojego zaangażowania przy atrakcyjnych cenach.

Dla mnie Dwory dzisiaj to trudny temat, trochę rozczarowałem się dysproporcją między zeszłorocznymi wynikami firmy a tegorocznymi. Prognoza została bardzo późno skorygowana, a przypuszczam, że wiedza na ten temat funkcjonowała w firmie wcześniej.

To dlatego dotychczasowy prezes musiał odejść?

Myślę, że prezes Ingielewicz pracował w Dworach długo, restrukturyzował je i uznał w pewnym momencie, że jego misja się skończyła, więc postanowił odejść. To cały mój komentarz.

Ma Pan już kandydata na to stanowisko? Jak rozumiem, Mariusz Waniołka został delegowany do pełnienia funkcji prezesa tylko na pewien okres?

Potrzebuję Mariusza w mojej organizacji, dlatego nie może być na stałe w Dworach. Ten stan jest przejściowy. Szukamy kandydata na stanowisko prezesa Dworów. Szukamy go zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz firmy. Jestem otwarty na kandydatury... I znowu mamy apel... (śmiech). Tym razem na konkretne stanowisko.

Skąd się jednak wzięło Pana zainteresowanie Dworami? Wchodząc w Barlinek wypatrzył Pan niszę, przestawił profil działalności, skupił się na produkcji deski podłogowej. Cersanit, jak go Pan kupował, zajmował się tylko ceramiką sanitarną. Później wszedł w segment płytek i mebli łazienkowych...

Ale ja tę niszę w Barlinku wypatrzyłem dopiero po jego kupnie. Dopiero jak go kupiłem, zobaczyłem, co i jak on właściwie robi. Nauczyłem się podstaw technologii obróbki drzewa. I dopiero później powstał pomysł, jak z tartaku, który niejako przypadkiem wytwarzał deskę, zrobić ekologiczną firmę produkującą tylko deskę podłogową, do tego wysokiej jakości.

W Cersanicie również nauczyliśmy się najpierw produkować wysokiej jakości ceramikę sanitarną, a dopiero później postanowiliśmy produkować pozostałe elementy wyposażenia łazienki. Pomogła w tym wnikliwa obserwacja rynku i zdobyte doświadczenia.

Natomiast jeśli chodzi o Dwory, to jeszcze tej firmy nie znam. Miałem bardzo ograniczony dostęp do informacji, powiem nawet, że był on blokowany. Dlatego nie miałem w pełni kompletnych i rzetelnych informacji o funkcjonowaniu tej firmy. Na razie jestem na takim etapie, że mam odpowiednio duży pakiet, żeby poprzez działalność rady nadzorczej dowiedzieć się czegoś więcej o firmie i spróbować znaleźć na nią rozsądny pomysł. Mój pakiet akcji w Dworach jest na tyle bezpieczny, że nie ryzykuję dużo, a zarazem na tyle istotny, że jeśli znajdzie się inwestor branżowy, będzie zapewne się musiał ze mną porozumieć.

Echo i Cersanit są notowane teraz przy historycznych maksimach. Akcje Barlinka sprzedały się w ofercie na pniu. Czy spółka Ultra Pack będzie kolejnym "cudownym dzieckiem" Michała Sołowowa i trafi na giełdę?

Firma Ultra Pack ma ograniczenia wynikające z branży, w której działa. Produkuje opakowania i tekturę falistą. Są to produkty duże objętościowo, ale nieznaczne wartościowo. Do Ultra Packu przyjeżdża codziennie kilkadziesiąt TIR-ów, odbiorców towaru, ale tego nie widać w pieniądzu. Co prawda, roczna sprzedaż firmy to około 120 mln zł, ale 1 m2 tektury kosztuje poniżej złotówki. Ultra Pack jest ograniczony terytorialnie. Żeby go rozwijać, trzeba by budować podobne fabryki w innych regionach, ewentualnie przejmować inne firmy - być może to byłby pomysł na jej rozwój...

Wracając do pytania, zamierza Pan wprowadzić Ultra Pack na giełdę?

Raczej nie. Wartość tej firmy niewątpliwie rośnie, ale nie jest ona na tyle "sexy", żeby mogła stworzyć dla inwestorów jakąś silną perspektywę rozwojową. Przyjmując, że za jakiś czas osiągnie 150 mln zł sprzedaży i będzie miała najlepszą rentowność w branży, to będzie koniec. Ze względu na wspomniane już ograniczenia. To nie jest zły interes. Może być zyskowny, ale po osiągnięciu pewnego pułapu nie będzie mógł się rozwijać.

Podobnie było kiedyś z jedną z moich firm w Kielcach. Miałem "Echo Dnia", które było zyskowne. Przez 15 lat przynosiło co roku prawdziwe pieniądze. Ale osiągnęło pułap, którego przekroczenie było już niemożliwe. Ale przecież nie wszystkie firmy muszą mieć ogromne perspektywy, wystarczy, żeby zarabiały dobre pieniądze.

Zostańmy przy rynku wydawniczym. Na bazie "Życia Warszawy" zamierza Pan stworzyć ogólnopolski dziennik opiniotwórczy. Czy ma on odebrać czytelników "Rzeczpospolitej" oraz "Gazecie Wyborczej"? Jeśli tak, to w jaki sposób? A może, jest jeszcze dużo miejsca na nowy tytuł w tym segmencie?

Na każdym rynku, który jest zmonopolizowany, zawsze jest miejsce na stworzenie alternatywy. A rynek gazet opiniotwórczych jest mocno zmonopolizowany. "Gazeta Wyborcza" to firma na niezwykle wysokim poziomie. To naprawdę doskonały produkt i doskonały marketing produktu. Dla "Gazety Wyborczej" zasadniczo nie ma konkurencji. "Rzeczpospolita" nią nie jest. To, o czym myślimy, to danie ludziom możliwości wyboru, zaoferowanie alternatywnej opinii, trochę innego spojrzenia na to samo zdarzenie. Pomysł na sprzedaż naszego produktu to przede wszystkim pomysł na współczytelnictwo. Liczymy na to, że ktoś, kto teraz kupuje "Gazetę Wyborczą", sięgnie również po drugą gazetę. Tak samo jest z telewizją - oglądamy programy informacyjne w "Jedynce", w Polsacie czy w TVN, bo to pozwala obejrzeć rzeczywistość z trzech różnych "ujęć". Proszę zwrócić uwagę, jak różny może być obraz tego samego zdarzenia w "Wiadomościach" TVP1 i w "Faktach" TVN.

Taki jest też nasz pomysł. Nie zakładamy, że będziemy gazetą lepszą od "Gazety Wyborczej", bo to jest praktycznie niemożliwe.

Kiedy nowy tytuł będzie można kupić w kioskach? Z jakim nakładem wyjdziecie?

O tym nie chciałbym mówić, gdyż jest to tajemnica handlowa. Konkurencja, dysponująca dużymi kapitałami, nie śpi, a jest to bardzo trudny projekt. Jego marketing jest obiektywnie ogromnym wyzwaniem.

Powiem tylko, że jest to już bardzo zaawansowany projekt. Jeśli chodzi o kwestię redakcyjną, to myślę, że damy sobie radę. Mamy bardzo obiecujący zespół (jego szefem został Paweł Lisicki, wcześniej zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" - przyp. red.). Natomiast pracujemy obecnie nad marketingiem, produkcją, drukiem, kolportażem. Prowadzimy badania rynkowe, robimy próbne wydruki, ale to jeszcze potrwa. Wszystko musimy mieć dopięte na ostatni guzik. Nie możemy sobie pozwolić na falstart. Chcemy, aby czytelnicy zakochali się w nas "od pierwszego wejrzenia".

Mówimy więc nie o tym, ale już o przyszłym roku?

Zdecydowanie tak.

A co się stanie z "Życiem Warszawy"?

Zostanie. To bardzo wartościowy tytuł. Problemem "Życia Warszawy" jest to, że jest gazetą lokalną w stolicy. Wskutek tego stoi okrakiem zarówno w segmencie gazet lokalnych, jak i ogólnopolskich. Jako tytuł lokalny musi konkurować z budżetami marketingowymi i pozycją tytułów ogólnopolskich, dysponując tylko budżetem lokalnym. Natomiast sam tytuł - jako marka - na pewno jest cenny, zostanie jako stołeczny dodatek do naszego ogólnopolskiego dziennika.

Chciałbym poznać Pana opinię na temat wyników wyborów parlamentarnych. Czy jest Pan zadowolony z nowego kształtu parlamentu?

Będziemy rozmawiać o moich preferencjach politycznych?

Pytam o Pana opinię jako biznesmena. Co Panu teraz przeszkadza w prowadzeniu biznesu, a co może się poprawić po wyborach? Czego Pan oczekuje od nowego rządu?

Chętnie powiem Panu, co mi przeszkadza. Polityka monetarna. Mamy najgorzej zarządzaną walutę na świecie. Złoty w 2004 roku umocnił się najbardziej ze wszystkich walut światowych. Tymczasem nie ma żadnego powodu, żeby tak się działo. Co więcej, Ministerstwo Finansów podejmowało i podejmuje działania, które były ewidentnymi interwencjami rynkowymi, zmierzającymi do umocnienia naszej waluty. Tymczasem, z uwagi na ograniczenia rynku wewnętrznego, istotnym elementem funkcjonowania naszej gospodarki jest eksport. Podcinamy sobie gałąź, na której siedzimy. Firmom spadają jednostkowe wpływy z eksportu, a jednocześnie rosną ceny surowców. Wiele branż przestaje zarabiać. To spowalnia rozwój, zniechęca do inwestowania.

Poza tym przeszkadza mi to samo, co wszystkim innym przedsiębiorcom, czyli skomplikowane przepisy, wysokie koszty pracy itd. Zakładam, że koalicja, która zostanie stworzona z PiS-u i PO, poradzi sobie z tymi problemami. Że będzie w stanie obniżyć koszty pracy, obniżyć podatki, zmniejszyć biurokrację, stworzyć państwo bardziej przyjazne przedsiębiorcom. Bo to przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy. Tymczasem przez ostatnie osiem lat byliśmy traktowani jako najgorsza grupa społeczna. Słowo biznesmen było utożsamiane ze słowem złodziej.

Liczę również na to, że zostaną odbiurokratyzowane procesy inwestycyjne. Chodzi tu przede wszystkim o zmianę ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, która jest fatalna. Praktycznie większość decyzji o lokalizacji inwestycji to są teraz decyzje polityczne. Mam nadzieję, że Platforma i PiS dotrzymają obietnic przedwyborczych i zmienią ustawę, co umożliwi prowadzenie inwestycji, zarówno mieszkaniowych, biurowych, handlowych, jak i lokalizowanie fabryk. To jest bardzo ważne, bo poprawi atrakcyjność naszego kraju, zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych inwestorów.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama