Amerykański rynek w dalszym ciągu tkwi w trendzie bocznym. Jego poziomy w przypadku S&P 500 wyznaczają sierpniowe ekstrema, czyli 1205 i 1245 pkt. Rozpiętość jest więc niewielka, bo wynosi 3,3%, ale i tak nie udaje się wyjść poza ten obszar. Przedłużająca się stabilizacja jest odbiciem sprzecznych czynników, jakie wpływają na decyzje inwestorów. Cena ropy przyhamowała i nieznacznie się obniża, ale coraz bliżej jest sezon publikacji wyników za III kwartał, na których może negatywnie odbić się dotychczasowy wzrost kosztów paliw. Wzrost indeksu aktywności przemysłowej ISM we wrześniu pokazuje, że ten sektor gospodarki odzyskuje siłę. Jednocześnie zwiększa to zagrożenie kontynuacją zwyżki rentowności obligacji, która trwa od miesiąca. W tym czasie dochodowość 10-latek podniosła się z 4,02% do 4,36%. Umacniający się znów dolar świadczy o większej popularności amerykańskich aktywów, ale każe obawiać się o wpływ tego na rentowność eksportu i co za tym idzie wyniki firm. Ma to również znaczenie z punktu widzenia wciąż zwiększającego się deficytu handlowego.
W takiej sytuacji prawdopodobieństwo dotarcia przez S&P 500 do 1245 jak i szybkiego znalezienia się indeksu przy 1205 pkt jest takie samo. Z technicznego punktu widzenia nieco więcej argumentów jest w rękach sprzedających. Uwagę zwracają przede wszystkim pozostawanie przez dzienny MACD poniżej poziomu równowagi oraz przecięcie od góry przez tygodniowy MACD linii sygnalnej. To przestrzega, że trwająca konsolidacja jest wstępem do odwrócenia tendencji wzrostowej, zapoczątkowanej w kwietniu, a nie przystankiem na drodze do dalszej zwyżki.
Do 50-proc. zniesienia trzyletniej bessy, jaka zaczęła się w marcu 2000 r., dotarł wczoraj niemiecki DAX. Osiągnięcie jesienią 2003 r. 23,6-proc. zniesienia i wiosną 2005 r. 38,2-proc. zniesienia wyzwalało falę realizacji zysków. Trzeba się liczyć, że tak się stanie również i teraz, gdy rynek dotarł do kolejnej tego rodzaju bariery. Wiosną tego roku spadek wyniósł 5,6%, na jesieni 2003 r. DAX stracił 11,2%.