Wczorajsza sesja zakończyła ciekawy tydzień. Rozpoczęliśmy go nowymi rekordami, by zakończyć kreśleniem dość głębokiej, jak na ostatnie czasy, korekty. W końcu pojawił się spadek, który potrząsnął nieco rynkiem. Wprawdzie jego skala jeszcze nie jest naprawdę poważna, to jednak 7% zniżki od szczytu robi wrażenie. Sądząc po reakcjach na moje teksty o trwającym nadal trendzie wzrostowym, zakładam, że część graczy faktycznie się zaniepokoiło, a część nawet przyjmuje założenie, że mamy początek bessy. Przyznam, że takie reakcje po dwóch sesjach spadku wydają mi się zbyt emocjonalne.
Rosnąca zmienność na rynku tylko potwierdza, że zbliżamy się do szczytu. Duża zmienność cen to wynik rosnących emocji, ale to także ich przyczyna. Mamy tu sprzężenie zwrotne. W ciągu ostatnich miesięcy graczom było łatwo o zysk. Trend był stosunkowo łagodny. Te małe korekty nie mogły poważnie wpłynąć na wynik inwestycji. Tylko że to nie jest normalne. Wystarczy spojrzeć na wykres cen w horyzoncie kilku lat. Takie stabilne wzrosty bez większych spadków to raczej ewenement. Miły dla posiadaczy długich pozycji, ale zdarzający się raz na kilka lat. To taka mała rekompensata dla tych, którzy starają się trzymać trendu.
Teraz trzeba stwierdzić, że ta sielanka się już kończy. Zbliżamy się do okresu, w którym zarobek nie będzie przychodził łatwo, a nowicjusze przeżyją pierwsze poważne rozczarowania. Duża zmienność nie sprzyja otwieraniu dużych pozycji, co nie wszystkim może odpowiadać. Jedni się wycofają, ale zapewne większość postanowi ten fakt zignorować, szukając okazji do szybkich zysków. Trudno z tym dyskutować, ale pamiętajmy, że moment kreślenia szczytu z pewnością zaniża średnią odsetka inwestorów wygranych, którą szacuje się na 20%.