Reklama

Konserwatywni i cierpliwi

Z Chrisem Ignatowiczem, prezesem HSBC Bank Polska, oraz Lechem Kurklińskim, wiceprezesem HSBC Bank Polska, rozmawia Halina Kochalska

Publikacja: 15.10.2005 07:51

Jak to się dzieje, że w Polsce zdecydowanie bardziej widoczne są banki z drugiej dziesiątki największych w Europie - HVB, UniCredito, ING niż z początku listy? A już bardzo słabo zauważalna jest działalność największego na kontynencie HSBC.

Ch.I. Cóż, pod koniec lat 90., kiedy prywatyzowano polski sektor bankowy, HSBC było skoncentrowane przede wszystkim na wewnętrznych zmianach. Właśnie wtedy przejęty został jeden z największych brytyjskich banków - Midland, który zmienił nazwę na HSBC Bank plc. W tym czasie przenosiliśmy też centralę z Hongkongu do Londynu. Nie była to łatwa operacja i nie sprzyjała ekspansji na innych, zwłaszcza mniej spenetrowanych, rynkach, jak Europa Centralna i Wschodnia.

Środowisko bankowe wciąż nie może uwierzyć, że HSBC odpuścił sobie polski rynek. Spekuluje, że działając na niewielką skalę, po prostu na miejscu czekacie aż Skarb Państwa dojrzeje do sprzedaży PKO BP.

Ch.I. Zdecydowanie nie! Ani nie zrezygnowaliśmy z rynku polskiego, ani nie szykujemy się do przejęcia jakiegoś banku. Tak już jednak jest, praktycznie na całym świecie, że gdy jest jakiś bank, o którym się mówi, że może być sprzedany, bardzo często pojawia się nazwa HSBC jako zainteresowanego. W większości przypadków jest to jednak czysta spekulacja.

A nie chcielibyście kupić PKO BP?

Reklama
Reklama

Ch.I. Przecież, o ile nam wiadomo, PKO BP nie jest na sprzedaż. W każdym kraju, w którym działamy, respektujemy miejscowe uwarunkowania. Jesteśmy dobrym lokalnym obywatelem, a to oznacza między innymi szacunek dla stanowiska władz.

Ogromne możliwości finansowe HSBC uruchamiają jednak wyobraźnię. Po akwizycji firmy Household w 2003 r. spółka poinformowała, że teraz skupi się na mniejszych przejęciach o wartości do 5 mld euro. Czy możliwe jest wydanie choćby części tych pieniędzy w Polsce?

Ch.I. Oczywiście możliwe. Jednak teraz nie widać żadnych potencjalnych celów przejęcia.

Często spotykana w polskich mediach opinia o brytyjskim HSBC mówi, że jest to bank agresywny. Polityka działania w naszym kraju tego jednak nie potwierdza.

Ch.I. Trudno powiedzieć, skąd bierze się takie przekonanie. Owszem, jeśli patrzeć globalnie, HSBC zawsze jest otwarte na pojawiające się szanse akwizycji. Jednak nasz bank zarządzany jest zgodnie z bardzo surowymi, tradycyjnymi zasadami bankowości - preferuje działanie ostrożne i konserwatywne, nastawione na budowanie wyniku. Nie ma w HSBC chęci zdobywania rynku za wszelką cenę.

A środowisko bankowe spodziewało się właśnie, że będziecie ostro zdobywać rynek detaliczny. Wy natomiast skoncentrowaliście się wyłącznie na consumer finance. Dlaczego akurat kredyty ratalne?

Reklama
Reklama

L.K. To efekt przejęcia instytucji o takim charakterze w Stanach Zjednoczonych. Household specjalizuje się w obsłudze kredytów, także ratalnych, dla klientów indywidualnych. W Europie działała firma córka Household - brytyjski HFC Bank, który z początkiem dekady zaczął rozwijać swoją obecność w Europie Centralnej (Węgry, Czechy, Polska, teraz również Słowacja). W tej sytuacji, po fuzji HSBC z Householdem, nowo powstały HSBC Bank Polska wystartował na rynku consumer finance. Stało się to jednak stosunkowo niedawno, bo dopiero pod koniec 2003 r.

Wasza firma matka jest spółką publiczną, notowaną na czterech giełdach, a HSBC Bank Polska działa bardzo dyskretnie.

L.K. Nam zależy na dobrych kontaktach z partnerami - np. z sieciami handlowymi, czy też na dotarciu do właściwych klientów. Do punktów sprzedaży przychodzi się przecież przede wszystkim po to, by kupić towar, a nie wziąć kredyt z HSBC. Współpraca z partnerami w zakresie kredytów ratalnych nie wymaga dużych kampanii promocyjnych.

Z kim głównie współpracujecie?

L.K. Oferujemy nasze usługi w sklepach IKEA. Obsługujemy też kilkaset innych sieci handlowych oraz indywidualnych placówek działających w branżach RTV AGD, meble, sprzęt komputerowy, materiały budowlane itd.Jak wypadacie np. na tle Cetelem, który pożyczył w I półroczu 270 mln zł?

L.K. Główni gracze na rynku kredytów ratalnych to: GE Money Bank, Lukas Bank, AIG, Żagiel i, w następnej kolejności, Cetelem. Wszyscy są zdecydowanie dłużej na rynku niż my. Biorąc pod uwagę, że Cetelem działa od około ośmiu lat, a HSBC Polska od niecałych dwóch, nie mamy się czego wstydzić. Danych o sprzedaży jednak nie ujawniamy.

Reklama
Reklama

Jaki dystans dzieli was od konkurentów?

L.K. Możliwy do pokonania.

Czy będziecie poszerzać działalność?

Ch.I. Na początku tego roku zaczęliśmy obsługiwać firmy. Głównie to spółki zależne dużych międzynarodowych grup. Zostaliśmy również wybrani przez Ministerstwo Finansów do uplasowania na rynkach zagranicznych bonów skarbowych o wartości 500 milionów euro. Przygotowujemy emisję kart kredytowych.

Jakie są dalsze plany?

Reklama
Reklama

L.K. Obserwujemy, jak gwałtownie rośnie wartość kredytów hipotecznych. Rynek jest obiecujący. Generalnie potencjał wzrostowy w Polsce jest bardzo duży. W przypadku kredytów mieszkaniowych wskaźnik zadłużenia gospodarstw domowych do PKB wynosi w Polsce niecałe 4,9%, podczas gdy w Europie Zachodniej przekracza 35,6%.

Nie jest Wam żal, że nie korzystacie z tego wzrostu?

L.K. Jak już mówiliśmy, polityka banku jest konserwatywna. Nie ma w naszych działaniach pośpiechu i gwałtownych decyzji. Analizujemy rynek kredytów hipotecznych, a także samochodowych. Zastanawiamy się, czy, kiedy i w jaki sposób je zaoferować. Nie zależy nam jednak na braniu udziału w wyścigu. Dla instytucji finansowej może to być zabójcze. W tym roku na pewno nie wyjdziemy z tego typu ofertą.

Rozwijacie sieć placówek?

L.K. Tak. Teraz mamy siedem oddziałów i właśnie otwieramy następny. Będą też kolejne, a ich liczba zależy od pojawiających się potrzeb. Oddziały oferują wyłącznie kredyty gotówkowe dla klientów indywidualnych. Nie są to zatem placówki bankowe podobne do tych, jakie mają tradycyjne banki detaliczne. Nasze mieszczą się na piętrach biurowców. Do nich nie trafiają przypadkowi klienci - oferta kierowana jest do wybranych osób. Jednak nie jest to usługa typu private banking - jesteśmy zainteresowani masowym rynkiem, np. pielęgniarkami czy kierowcami. To bardzo dobrzy kredytobiorcy.

Reklama
Reklama

Kiedy bank o aktywach 171 milionów złotych na koniec 2004 r., czyli z grupy małych i średnich, przesunie się do grupy dużych instytucji finansowych?

Ch.I. Teraz nie mamy planów akwizycyjnych, czyli zakładamy wzrost organiczny, a w takim wypadku zmiana, o którą pani pyta, wymaga patrzenia w długim horyzoncie. Proszę mi wierzyć, że cierpliwości nam wystarczy. HSBC ma ponad 200 lat.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama