To był jeden z ważniejszych i bardziej wyczekiwanych debiutów amerykańskich spółek w tym roku. Po otwarciu notowań w Nowym Jorku akcje CBoT wzrosły aż o 58% w stosunku do ceny emisyjnej i za jedną trzeba było zapłacić 85,18 USD.

Udany debiut poprzedziło spore zainteresowanie ofertą akcji giełdy na rynku pierwotnym. We wtorek ta założona 157 lat temu instytucja sprzedała papiery (z nowej emisji i niewielki pakiet od członków-udziałowców) po 54 USD za sztukę, podczas gdy spodziewano się, że cena znajdzie się w przedziale 45-49 USD. Dlatego oferta przyniosła 172 mln USD, czyli znacznie więcej od oczekiwanych 147 mln USD. Po debiucie kontrolę nad giełdą zachowali jej członkowie, w rękach których znajduje się aż 93% z ponad 52 mln akcji.

CBoT poszedł tropem swojej większej, choć młodszej konkurentki - Chicago Mercantile Exchange. CME sprzedała papiery na rynku publicznym niespełna trzy lata temu i od tego czasu ich kurs wzrósł niemal dziesięciokrotnie - z 35 USD do prawie 330 USD. Obydwie chicagowskie giełdy korzystają z coraz większej popularności handlu derywatami. Według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych, w zeszłym roku wartość giełdowego obrotu tymi instrumentami wzrosła na świecie aż o 31%.

- Jedyna cenniejsza rzecz w Wietrznym Mieście to drużyna bejsbolowa White Sox, która awansowała właśnie do finału World Series - żartują maklerzy z Chicago. CME jest teraz wyceniana przez rynek na około 11 mld USD. Po debiucie giełdowa kapitalizacja CBoT to zaś ok. 4,4 mld USD. Ta różnica mniej więcej oddaje proporcje w dziennych wolumenach transakcji na obydwu giełdach - na CME przekracza on z grubsza dwukrotnie wolumen notowany na CBoT. Warto jednak zaznaczyć, że jeszcze w 2001 r. to CBoT był liderem i zarazem największą giełdą terminową na świecie. Teraz oprócz CME wyprzedza go jeszcze niemiecko-szwajcarski Eurex. Przypomnijmy, że latem spekulowano o przejęciu CBoT przez CME, jednak wczorajszy debiutant postawił na niezależność.

CBoT, który powstał jako miejsce handlu kukurydzą i soją, teraz pośredniczy w obrocie kontraktami terminowymi i opcjami nie tylko na zboża, lecz także m.in. na obligacje, indeksy giełdowe czy metale szlachetne. Chicagowska giełda część pieniędzy zebranych z oferty pierwotnej chce przeznaczyć na inwestycje w infrastrukturę technologiczną. Branża odchodzi bowiem od handlu z udziałem traderów na parkiecie (tzw. open outcry) w kierunku transakcji elektronicznych, z wykorzystaniem wyłącznie komputerów.