W ostatnich tygodniach za uncję żółtego kruszcu na światowych giełdach płacono już ponad 480 USD, czyli najwięcej od siedemnastu lat. Zdaniem Williama Gary'ego, założyciela i szefa Commodity Information Systems i cenionego analityka surowcowego, obecny wzrost cen ma charakter odmienny od rekordowej hossy z 1980 r., i tym razem jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że wysokie notowania utrzymają się w dłuższym terminie.

Teraz inflacja na świecie - przed którą inwestycja w złoto pozwala skutecznie się chronić - jest bowiem napędzana przez gospodarki azjatyckie, a nie jedynie przez USA. - Podnoszenie stóp w Stanach i hamowanie inflacji nie ma już takiego znaczenia dla świata, jak w latach 70., bo USA mają teraz znacznie mniejszy udział w globalnej gospodarce - uważa Gary. W 1971 r. Waszyngton zawiesił (a dwa lata później zniósł) wymienialność dolarów na złoto i wówczas ceny kruszcu, ustalane odtąd przez rynek, zaczęły dziewięcioletni marsz w górę do poziomu 873 USD za uncję. Zdaniem Gary'ego, teraz są wystarczające powody fundamentalne, by w niedalekiej przyszłości ten rekord został pobity.

Nie tylko Gary wierzy w dalszy wzrost cen kruszcu, choć inne prognozy są bardziej konserwatywne. Analitycy banku inwestycyjnego Merrill Lynch przewidują, że do 2010 r. złoto może podrożeć do 725 USD za uncję, a eksperci Deutsche Banku przewidują, że w 2007 r. uncja będzie kosztować 520 USD.

Gary wskazuje, że teraz - inaczej niż trzy dekady temu - USA nie są już kredytodawcą, ale są zadłużone wobec innych państw na 2,5 bln USD. Dolar nie jest uważany za środek, który może chronić przed utratą wartości. Między 2001 a 2004 r. amerykańska waluta straciła do euro 34%, co przyczyniło się do wzrostu cen złota o 57%. - Zarówno wśród banków centralnych, jak i osób prywatnych złoto będzie zyskiwać, kosztem dolara, akceptację jako aktywa rezerwowe - uważa szef Commodity Information Systems.

Bloomberg