Brytyjski premier skrócił szczyt do jednego dnia - z wcześniej zapowiadanych dwóch. Takie ograniczenie porządku obrad spotkało się z dość powszechną krytyką w innych państwach Unii. Oznacza bowiem zastój w niezwykle ważnej kwestii opracowania budżetu na lata 2007-2013. Jego uzgodnienie wydaje się tym trudniejsze, że najnowsze prognozy zapowiadają spowolnienie wzrostu gospodarczego w UE. Wyłączenie z porządku obrad innych problemów interpretowane jest też jako rezygnacja Wielkiej Brytanii z prób zreformowania Unii Europejskiej.
Obejmując na pół roku przewodnictwo UE, Tony Blair mówił w lipcu o Europie nie bojącej się globalizacji, zdolnej stawić czoła konkurencji Chin i Indii, tworzącej wiele miejsc pracy i dynamicznie rozwijającej swoją gospodarkę. Zapowiadał reorganizację unijnego budżetu w taki sposób, by zmniejszyć dotacje dla rolników, a powiększyć inwestycje na badania i rozwój gospodarki.
Nic z tego nie wyszło, bo stanowczo zaprotestowała Francja. Jej prezydent Jacques Chirac, również w swoistym orędziu wydrukowanym wczoraj w gazetach we wszystkich krajach Unii, podkreślił, że przyszły budżet będzie musiał uszanować istniejące zobowiązania. Wcześniej mówił wyraźnie, że porozumienie z 2002 r. o dopłatach, których jedna czwarta trafia do francuskich rolników, obowiązuje do 2013 r. i nie podlega żadnym negocjacjom. Od Brytyjczyków domagał się natomiast rezygnacji z rabatu od składki, który wywalczyła jeszcze Margaret Thatcher, a który w ub.r. wyniósł 5,3 mld euro. Brytyjski wicepremier John Prescott przed dwoma tygodniami zapowiedział w Brukseli, że Londyn jest gotów więcej płacić do unijnego budżetu, ale tylko wtedy, gdy Francja zgodzi się na ustępstwa w kwestii wspólnej polityki rolnej, czy też, jak oględnie sformułował to Prescott, "stworzenia nowoczesnej struktury finansowej" Unii.
Tony Blair te trudne problemy odłożył jednak do grudniowego szczytu, a na dzisiejszym spotkaniu chce osiągnąć "strategiczną zgodę co do kierunków rozwoju gospodarczego Europy". "Financial Times" napisał, że francuski prezydent w swoim artykule wyraził "silne poparcie dla stanowiska Blaira", przekonując, że szczyt musi znaleźć sposoby na "wzmocnienie innowacyjności i rozwój badań naukowych, gwarantujące wzrost konkurencyjności i powstanie nowych miejsc pracy". Ale w tym samym artykule Chirac napisał, że "Francja nie zgodzi się nigdy, by Europa została sprowadzona do zwykłej strefy wolnego handlu. Musimy ożywić model Europy politycznej i socjalnej, zbudowanej na zasadzie solidarności". A takiego modelu liberał Blair chyba nie chce.
Potwierdził to wczoraj w przemówieniu wygłoszonym w Parlamencie Europejskim. Zaapelował o porozumienie polityczne w sprawie kontrowersyjnej dyrektywy usługowej, która przewiduje liberalizację tego rynku w Unii. Określił to jako jeden z ważnych celów brytyjskiego przewodnictwa. Uchwalenie budżetu wymienił na trzecim miejscu po uzgodnieniu kierunków rozwoju gospodarczego i wytyczeniu priorytetowych obszarów działania.