Na koniec sesji mieliśmy podgrzewanie KGHM przed opublikowaniem wyników po sesji oraz trochę spekulacyjne ruchy na spółkach z drugiej ligi (mniej gotówki potrzeba), co miało na celu podniesienie WIG20 na sesyjne szczyty i pozostawienie dobrych nastrojów na poniedziałek. To nie był szturm popytu. Jednak nawet gdyby nie było tego wzrostu w końcówce, to zachowanie rynku w piątek należy oceniać jako dobre. Nie da się codziennie rosnąć po kilkadziesiąt punktów i dla trwałości trendu zdecydowanie lepiej, że mieliśmy teraz chwilę odpoczynku. Taka "korekta w biegu" pozwoliła trochę ostudzić nastroje i pokazać, że mimo 165 pkt rajdu w 4 ostatnie sesje, nie ma zbyt dużej presji na realizację zysków.

Nie ma presji podaży oczywiście tylko w odniesieniu do rynku kasowego, bo jeśli spojrzeć na kontrakty, to rozciągnęły bazę do -50 pkt (w czasie sesji stale w okolicach -40 pkt), czyli ponad 25 pkt tylko na jednaj sesji. To bardzo znaczący sygnał pokazujący podważanie wiarygodności ostatniego wzrostu WIG20. Tylko czy to powinno martwić byki? Wręcz odwrotnie. Prognozy "większości" sprawdzają się znacznie rzadziej niż analiza techniczna, gdzie zasięg wzrostu wynikający z podwójnego dna dalej pozostawia miejsce na kolejne ok. 55 pkt wzrostu.

Co w przyszłym tygodniu? O ile nie będzie niespodzianek w wynikach spółek, a z rynków regionu nie nadejdą jakieś wyraźne impulsy, to GPW powinna mieć spokojny skrócony tydzień (w piątek święto) w oczekiwaniu na głosowanie nad nowym rządem. Głosowanie oczywiście będzie tylko wydarzeniem medialnym, bo z punktu widzenia rynków finansowych w polityce wszystko jest już pozamiatane. Po takiej chwili uspokojenia powinniśmy zrealizować wspomniany wcześniej zasięg wzrostu wynikający z podwójnego dna.