Inwestorzy niechętnie pozbywają się akcji. Wczoraj została zatrzymana niewielka przecena z wtorku. WIG20 oddalił się od maksimum ostatniej krótkoterminowej fali wzrostowej jedynie o 0,9%. Powrót do zwyżki może być kwestią jednej sesji. Są szanse, że w najbliższych tygodniach WIG20 dotrze do szczytu hossy z początku października (2565 pkt). Sygnały ostrzegawcze wysyłają jednak wskaźniki techniczne. O utrzymującej się wciąż nerwowości świadczy mierzący zmienność ATR. Tylko nieznacznie oddalił się on od niedawnego maksimum. Kolejna sprawa to wysoki poziom histogramu MACD. Ostatnio powrócił on do wartości notowanych tuż przed październikowym szczytem WIG20. Tak wysokie poziomy notowano jedynie cztery razy od początku ub.r. Może to świadczyć o silnym krótkoterminowym wykupieniu rynku. Na koniec warto wspomnieć o oscylatorze stochastycznym, który "szykuje się" do wybicia w dół ze strefy wykupienia. Być może zatem niedźwiedzie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Z tego względu być może lepiej wstrzymać się z kupowaniem akcji do czasu przebicia przez indeks blue chips wspomnianego szczytu (2565 pkt). Tym bardziej że tylko niewiele więcej brakuje do październikowego dołka (2293 pkt). Do szczytu WIG20 musiałby urosnąć o niecałe 4,8%, do minimum zaś musiałby zniżkować o 6,3%. W perspektywie średnioterminowej szanse są w zasadzie wyrównane.
W przeciwieństwie do niejednoznacznej sytuacji WIG20, w coraz silniejszym trendzie wzrostowym podąża MIDWIG. Jest on bliski przekroczenia po raz pierwszy w historii 2000 pkt. O ile może jeszcze wzrosnąć? Być może potencjał zwyżkowy bardzo się skurczył. Można go określić na podstawie szerokości konsolidacji, w jakiej indeks znajdował się przez ponad rok do lipca. Szerokość ta wynosiła ok. 200 pkt (licząc od szczytu z kwietnia 2004 r. do dołka z maja br.). Określony na tej podstawie docelowy poziom zwyżki to ok. 2025 pkt. Do wartości tej brakuje jeszcze zaledwie 1,7%. Z drugiej strony, jest to jedynie minimalny potencjał wzrostowy - ostatecznie indeks może pójść w górę jeszcze bardziej.