Reklama

BOT ma chęć budować elektrownię atomową

Z Jerzym Łaskawcem, prezesem BOT Górnictwa i Energetyki, rozmawia Michał Śliwiński

Publikacja: 16.11.2005 08:03

Jak w obecnej sytuacji widzi Pan możliwość rozwiązania problemu kontraktów długoterminowych (KDT) w energetyce?

Sprawa nie jest prosta. Na pewno Unia Europejska nie zezwoli na dłuższe funkcjonowanie KDT w takiej formule. Można czekać, aż problem sam się rozwiąże. Większość KDT kończy się bowiem w 2011-2012 r. W przyszłym roku kończy się na przykład kontrakt Bełchatowa.

Jednak nie wszystkie kontrakty wygasną w okresie najbliższych pięciu lat.

Właśnie, kilka dużych kontraktów kończy się po 2020 r. i same się nie rozwiążą. Wcześniej czy później należy z nimi coś zrobić. Wydaje się, że pomysł z odszkodowaniem i emisją obligacji na wypłatę rekompensat za wywłaszczenie z umów to dobry pomysł, pomimo że nie załatwia całości sprawy. Są jeszcze gorsze pomysły, mianowicie takie, że potencjalny inwestor, przy kupnie elektrowni z ważnym KDT, sam zgodzi się rozwiązać kontrakt, ale pomniejszy kwotę wynikającą z wpływów z kontraktów długoterminowych, płacąc mniej za prywatyzowaną elektrownię. Powstaje pytanie, czy państwo jest winne tej sytuacji, żeby sobie zmniejszało dochody z prywatyzacji.

Można wybrnąć z tej patowej sytuacji?

Reklama
Reklama

Moim zdaniem, znacznie łatwiej byłoby rozmawiać, gdyby dokonano pewnego ruchu formalnego. Jak wiemy, w opłatach, które URE zatwierdza dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych, jest około 3 mld zł na rekompensaty, czyli zwiększone koszty energii wynikające z kontraktów długoterminowych. Gdyby zdecydowano się, aby ta kwota była bezpośrednio skierowana do tych podmiotów, które mają ważne kontrakty, to problem byłby w znacznej części rozwiązany. Ta kwota pozwoliłaby zbliżyć się mentalnie producentom do sytuacji, w której stwierdziliby, że cena rynkowa z uwzględnieniem dopłaty załatwia problem.

Możemy wtedy pokryć znaczną część kosztów finansowych czy amortyzacji, bez KDT. Do tego, jak sądzę, potrzeba decyzji politycznej szefa Urzędu Regulacji Energetyki. Potrzeba również zgody mentalnej decydentów, aby producenci energii podwyższyli ceny.

Z drugiej strony, jeśli Polska zrobiłaby to, co Niemcy, Czesi czy Finowie, czyli zgodziła się, aby część kosztów CO2 można było wliczyć w cenę energii po to, żeby firmy sprzedawały produkcję, a nie same uprawnienia, to mógłby nastąpić kolejny lekki wzrost ceny u wytwórców. Te dwa czynniki załatwiałyby problem rozwiązania KDT. Taka decyzja wymaga jednak odwagi politycznej i zgody na to, żeby obywatel przyjął fakt, że cena energii musi trochę wzrosnąć. Wzrost byłby może nawet mniejszy niż przy wprowadzeniu systemu rekompensat.

Jaki jest Pana pogląd na integrację w energetyce. Czy łączyć się w duże koncerny, czy nie?

W ekonomii są takie mechanizmy, że duży organizm ma zdolność do samonaprawiania się. To znaczy, że jeżeli elektrownia w dużej korporacji upada, to są jeszcze na przykład dwie elektrownie dobre lub inne zakłady energetyczne. Teraz szansę na rozwój mają tylko podmioty duże. W budżecie - ani w obecnym, ani przyszłym - żadnych pieniędzy na odbudowę energetyki nie będzie.

Czyli szansę na rozwój będą miały tylko megakoncerny?

Reklama
Reklama

Widzę to na przykładzie BOT-u. Nie udałoby się zdobyć finansowania bloku energetycznego w Bełchatowie, które jest już prawie zamknięte, gdyby nie to, że odbywało się to na poziomie holdingu. Bełchatów sam nie byłby w stanie tego zrobić. Nie tylko według formuły project finance, czyli z gwarancją, że spłata kredytu jest zabezpieczona przyszłymi przychodami z inwestycji, ale i według formuły corporate finance. Czyli niemożliwe byłoby spłacanie tej inwestycji nawet z przychodów całej elektrowni Bełchatów. Jeśli chcemy mieć energetykę polską, a nie kupować droższą energię z zagranicy, musimy decydować się na to, aby tworzyć duże koncerny energetyczne.

Kiedy BOT ma szansę zadebiutować na warszawskiej giełdzie?

Byłoby dobrze, gdyby spółka miała co najmniej trzyletnią historię, a ten okres, liczony od podwyższenia kapitału, minie jesienią 2007 r. To jest nasz pomysł na moment debiutu na GPW. Pozostaje pytanie, jaki BOT wejdzie na giełdę? Powinien wejść zrestrukturyzowany, z rozpoznanymi kosztami, z możliwością sterowania tymi kosztami, z umiejętnościami radzenia sobie na rynkach krajowym i zagranicznym. I co najważniejsze: odpowiednio duży, czyli - moim zdaniem - po konsolidacji z częścią zakładów energetycznych.

Jak Pan widzi możliwość nowych inwestycji w polskiej energetyce?

Inwestycje będą mogły być realizowane tylko w dużych korporacjach, które będą miały możliwość zorganizowania i spłaty niemałych kredytów. Taki organizm będzie musiał być zdolny do spłaty kredytów z przyszłych przychodów, bo przecież nie z oszczędności, bo takich w energetyce nie ma.

Co z inwestycjami w energetykę jądrową?

Reklama
Reklama

Na razie nie ma w Polsce organizacji wystarczająco wielkiej, aby zbudować elektrownię atomową. Ale, jak sądzę, po restrukturyzacji i konsolidacji z zakładami energetycznymi, korporacją, która będzie mogła się pokusić o budowę elektrowni jądrowej, będzie właśnie BOT.

Czyli myśli już Pan o tym, żeby w przyszłości BOT inwestował w energetykę atomową?

BOT powinien przejść taki test, a wielkość spółki będzie optymalna, gdy koncern będzie sam w stanie sfinansować budowę "atomówki". Jeśli będzie podtrzymany trend ekologiczny, czyli nowe, surowe limity na emisję zanieczyszczeń, to bez energetyki jądrowej nie wyobrażam sobie przyszłości polskiej energetyki. Na węglu kamiennym można poprawić sprawność bloków, ogromnymi nakładami, budując nowe elektrownie. Można robić też elektrownie oparte na spalaniu gazu i ropy, ale myślę, że ceny tych surowców nadal będą wysokie. Na razie ceny prądu z elektrowni gazowych są dwa razy wyższe niż np. z Bełchatowa. Pozostaje więc elektrownia atomowa - droga na początku, ale efektywna i tania w eksploatacji.

Jak Pan widzi przyszłość polskiego rynku handlu uprawnieniami na emisję CO2?

Wszystko zależy do Narodowego Planu Alokacji. Jeżeli każdy producent emisji dostanie mniej więcej zrównoważoną liczbę uprawnień z planami produkcyjnymi, to handlu nie będzie. Natomiast jeżeli kilka jednostek będzie miało sporą nadwyżkę, to będą ją sprzedawały - ale nie w Polsce. Sprzedadzą ją na przykład swoim firmom macierzystym, bo kilka elektrowni w Polsce ma inwestorów zagranicznych i większość z nich ma właśnie nadwyżkę. Elektrownie te mogą również sprzedać uprawnienia na przykład na giełdzie w Lipsku, gdzie cena jednej tony emisji wynosi ok. 24 euro, czyli mniej więcej ponad 90 zł. Ogólnie można powiedzieć, że cena megawatogodziny to ok. 115 - 120 zł, w tym jest akcyza wynosząca ok. 20 zł. Z kolei jedna tona emisji to ponad 90 zł. Oznacza to, że bez produkcji można uzyskać właśnie taką kwotę, a produkując i ponosząc wszystkie związane z tym opłaty, ma się 115 zł. Sądzę, że ci, którzy mają nadwyżkę, mogą więc ograniczać produkcję i tylko handlować prawami do emisji. W przypadku BOT będziemy musieli kupić uprawnienia. Zastanawiam się, od którego z moich kolegów, którzy nie będą wytwarzać energii.

Reklama
Reklama

Kiedy można spodziewać się rozpoczęcia prac przy bloku XIII w Bełchatowie, największej obecnie inwestycji w polskiej energetyce?

Wszystkie umowy powinny być podpisane w ciągu kilku tygodni. Prace mają szansę rozpocząć się nawet w tym roku. Tu nie ma szans, aby powtórzyła się sytuacja chociażby z Pątnowa II. Na nowy blok mamy zgromadzone wszystkie środki, finansowanie jest kompletne, mamy pozwolenie na budowę. Jestem przekonany, że wkrótce rozpoczną się prace.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama