"Gdyby taka data była, to wpłynęłoby to np. na wysokość długoterminowych stóp procentowych, bo ich wysokość jest sumą średnich oczekiwanych krótkoterminowych stóp i premii za ryzyko. Wydaje mi się, że jeśli nie ma takiej daty, to premia za ryzyko jest większa, niż by była, gdyby taka data została ustalona" - powiedział Sławiński w czwartkowym wywiadzie dla radia PiN.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiada, że zrobi wszystko, by Polska spełniła kryteria z Maastricht, umożliwiające wejście do strefy euro, do końca 2009 roku. Natomiast kwestię decyzji o przyjęciu wspólnej waluty chce przesunąć poza obecną kadencję parlamentu i rządu.
Prezydent-elekt Lech Kaczyński, honorowy prezes rządzącego Prawa i Sprawiedliwości (PiS) uważa, że w 2010 roku należy zorganizować referendum w kwestii przyjęcia euro, choć Polska zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty w traktacie akcesyjnym do UE, nie ustalając jednak żadnych dat.
"Moim zdaniem - i sądzę, że też kolegów z rady - najmniej ryzykownym sposobem obudzenia trwałego wzrostu gospodarczego w Polsce byłoby wejście do strefy euro" - powiedział w czwartek Sławiński.
Argumentował, że przyjęcie euro m.in. zwiększyłoby skalę obrotów w handlu zagranicznym - a handel jest zawsze motorem wzrostu - oraz napływ inwestycji bezpośrednich do Polski, co z kolei dałoby szansę na szybsze zamknięcie luki technologicznej.