"Na rynku mówi się, że rząd ustalił zbyt wysoką cenę. Choć z drugiej strony część funduszy musi kupić EDF, ponieważ spółka wejdzie do indeksu CAC-40" - powiedział jeden z maklerów. "Cena utrzyma się w pobliżu 32 euro, ponieważ potencjał wzrostowy jest w krótkim okresie ograniczony" - dodał.

Inny makler powiedział natomiast, że banki organizujące emisję będą próbować podbić cenę, ponieważ oferta ma istotne znaczenie polityczne. Na akcje EDF zapisało się 4,9 miliona inwestorów indywidualnych, czyli więcej niż podczas wcześniejszej prywatyzacji Gaz de France, czy też France Telecom.

Zniżka akcji może więc zostać bardzo negatywnie odebrana przez sporą grupę potencjalnych wyborców. Rząd nie chciał ustalić ceny akcji zbyt nisko, aby nie zostać oskarżonym o tanią wyprzedaż "rodowych sreber". Przywódca socjalistów, Francois Hollande ostrzegł, że jego partia zrenacjonalizuje EDF, jeżeli powróci do władzy po przyszłorocznych wyborach. W przeciwieństwie do EDF akcje Gaz de France wzrosły w dniu ich giełdowego debiutu o 23 procent. Tym razem jednak rząd zignorował dość niski popyt w ofercie ze strony inwestorów instytucjonalnych. W ramach częściowej prywatyzacji EDF cenę akcji spółki ustalono w pobliżu górnego pułapu widełek cenowych, co dało spółce wartość rynkową na poziomie 60 miliardów euro. Kapitalizacja koncernu jest więc wyższa od niemieckiej grupy E.ON, która była dotychczas największą notowaną na giełdzie spółką użyteczności publicznej w Europie.

((Tłumaczył: Piotr Skolimowski; Redagował: Paweł Florkiewicz; RM: [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel 22 653 9700; [email protected]))