Konsolidacja na wczorajszej sesji nie powinna być dla nikogo niespodzianką. Cały tydzień zapowiada się spokojnie, zarówno ze względu na brak danych makro, wyczekiwanie na ważne publikacje w przyszłym tygodniu, jak i zbliżający się przedłużony weekend w USA. Praktycznie większość wczorajszej sesji spędziliśmy w horyzoncie, który rozpoczął się tuż po południu, gdy poranne osuwanie zatrzymane zostało przez wyraźniejsze podbieranie akcji. Tylko na tym etapie sesji obroty były przyzwoite, a skoro tak, to znowu daje to nadzieję, że funduszom bliżej na razie do akumulacji niż do dystrybucji.

Takie zachowanie rynku wystarczyło, by kontrakty na dłużej przekręciły bazę na plusy. To nieco większe osiągnięcie, niż zrobienie tego na końcowym fixingu jak w piątek. Co ciekawe, kontrakty nie reagują już nerwowo na żadne konferencje premiera czy inne polityczne deklaracje. Uodpornienia ciąg dalszy. Ogólnie sesja nie wnosi nic nowego do obrazu rynku i potwierdza tylko, że cały tydzień największe fundusze mogą sobie zrobić urlop. Także otoczenie rynków światowych nie zachęca do karkołomnych ataków na ostatnie szczyty hossy.

Warto jeszcze wrócić na chwilę do wydarzenia, jakim było przetestowanie szczytów hossy przez amerykańskie indeksy. W zeszłym tygodniu w ankiecie Investors Intelligence liczba byków wyniosła 53,1%, a liczba niedźwiedzi 22,9% (różnica 30,2%). Wspominam o tym dlatego, gdyż na analogicznych poziomach indeksu, w czasie wyznaczania szczytów najpierw na przełomie lipca i sierpnia, a potem ponownego ich testowania we wrześniu, optymizm inwestorów na rynku akcji był zdecydowanie wyższy. Różnica dochodziła do 40% (59% byków, 19% niedźwiedzi). Obecny niższy optymizm powinien uchronić rynek przed nagłym zwrotem. Ale są i minusy - to sytuacja odwrotna do GPW.