Niewątpliwie posiadacze długich pozycji nie mogą zaliczyć wczorajszej sesji do udanych. Powód do zadowolenia mają niedźwiedzie, choć powinno być to zadowolenie umiarkowane. Okazało się, że gra na spadek tuż przy poprzednim szczycie (z przełomu września i października) była skuteczna. Zauważmy, że mimo tego spadku sytuacja nie uległa poważnej zmianie, choć oczywiście osłabiła pozycję popytu.
Wczorajszemu spadkowi cen towarzyszyła niska aktywność, która znacząco zmniejsza jego znaczenie. Podobny efekt przynosi spadek LOP. Jest to mieszanka zdecydowanie zmniejszająca siłę ciosu niedźwiedzi. Okazuje się, że spadek cen nie jest wynikiem poważnego ataku podaży, lecz raczej cofnięcia popytu, a to może przynieść zupełnie inne konsekwencje. W tej chwili jest za wcześnie, by przekazywać berło we władanie podaży. Ceny cały czas znajdują się nad poziomem poważnego wsparcia, jakim jest ostatnia konsolidacja. Dziś powróciliśmy w jej okolice, ale to za mało, by ogłosić giełdę warszawską rynkiem niedźwiedzia. Podaż musi sobie poradzić z popytem, który będzie bronił tego wsparcia. Jeśli tak się stanie i ceny spadną niżej, reperkusje mogą już mieć charakter średnioterminowy.
Jak widać, sesja mimo swojej słabości o niczym nie przesądza. Nie jest wykluczone, że teraz pobawimy się trochę na obecnych poziomach i ponownie na pytanie o kierunek ruchu odpowiedź przyniesie dzień sporego ruchu cen popartego zwiększoną aktywnością.
Na koniec zwróćmy uwagę na zachowanie bazy. Na wczorajszej sesji ponownie cena kontraktów oddaliła się od poziomu indeksu. Tym samym ponownie daje się zauważyć zwiększoną chęć do gry na spadek cen. Nie jestem przekonany, czy jest to strategia najwłaściwsza w tym momencie. Bliskość wsparcia będzie raczej aktywizować popyt do obrony.